Semici i antysemici kłócą się między sobą namiętnie, ale ich optyka spojrzenia na świat jest na swój sposób podobna. Jednych i drugich łączy przekonanie, że Żydzi są siłą sprawczą, która kryje się za wszystkimi mechanizmami historii. W pewnym sensie oni wzajemnie się uzupełniają. Bo i o czym miałaby pisać 'Gazeta Wyborcza’, gdyby nie mogła dłużej walczyć z antysemityzmem?
Obecny klimat polityczny, spowodowany wyżem barycznym w Palestynie, najwyraźniej nie sprzyja ’walce z antysemityzmem’, co musiało być przykrym odkryciem dla całego pokolenia intelektualistów, które jak dotąd utrzymywało rodziny z demaskowania antysemitów. Sytuacja skłania ich do poszukiwania tematów zastępczych, na których dalej mogliby się wypasać, zresztą często na koszt podatnika.
Jacek Kuroń znalazł już temat zastępczy w postaci mniejszości narodowych, które podobno były prześladowane przez rachmistrzów w czasie spisu powszechnego. Ze smutkiem muszę potwierdzić, że po części ma rację. Liczba mniejszości została zaniżona co najmniej o jedną osobę, tzn. o mnie. Jako swoją narodowość podałem 'Sarmata’. Niestety wersja w której ojciec był Polakiem, matka Polką, a syn – Sarmatą, zabrzmiała mało wiarygodnie i ostatecznie została wycofana.
Poza tym odosobnionym wypadkiem nic mi nie wiadomo o tym by watahy zbrojnych rachmistrzów dokonywały na rubieżach Polski rabunków, gwałtów i mordów. A może po prostu Kuroń pomylił rachmistrzów i wachmistrzów, a liczenie z liczeniem kości? Kiedy usłyszał, że Miller wśród bezrobotnych rekrutuje wachmistrzów i posyła ich by liczyli kości mniejszościom etnicznym, zdecydował się wznieść czerwony sztandar na bój swój ostatni. Wystarczy jeszcze pomylić wachmistrzów z wahabitami i wszystko zaczyna się układać w logiczną całość…
Z innych tematów zastępczych ostatnio często pojawia się w GW minister 'do spraw molestowania’, czyli waćpani Izabela Jaruga-Nowacka. Odnotowuję to z niejakim ukontentowaniem, ponieważ zawsze uważałem, że najlepszy sposób na skompromitowanie radykalnych feministek, to dopuścić te białogłowy do głosu (A propos językowych stylizacyi staropolskich. W jednej z tegorocznych prac maturalnych pojawiło się zdanie '[…] biesiadowali przy suto zastawionych stolcach’ ).
Myślę jednak, że tylko na takich tematach 'Wyborcza’ daleko by nie zajechała, przynajmniej nie dalej niż do syndyka masy upadłości. Zostaje więc rozpamiętywanie wątków semicko-antysemickich. Pisząc o Semitach mam oczywiście na myśli Żydów, nie Arabów – którzy również zaliczają się do grupy ludów semickich, które to określenie jest precyzyjnym pojęciem etnograficznym, a nie wymysłem rasistów. Warto to podkreślić wobec często powtarzanego zarzutu pod adresem Arabów, jakoby wykazywali tendencje antysemickie. Jedynymi niesemitami wśród rodowitych islamistów są mieszkańcy Iranu (Persowie) oraz Pasztunowie (m. in. talibowie), którzy są z Polakami bliżej spokrewnieni niż dajmy na to, Finowie albo Węgrzy, co zresztą tłumaczy ich krewki charakter. Po prostu w zamierzchłych czasach grupa Sarmatów zgubiła się w drodze do Polski i trafiła na Środkowy Wschód.
* * *
Muszę się przyznać, że czasami i ja mam wrażenie, że Semici i antysemici mają nieco racji w tym swoim pietyzmie z jakim doszukują się w każdym wydarzeniu wątków żydowskich. Szczególnie gdy słucham relacji na temat budowy Wielkiego Muru za jakim mają być zamknięci rodowici Palestyńczycy. Ostatnie czasy znają kilka takich faktów: rezerwaty dla Indian, apartheid w RPA, getta dla Żydów w czasie II wojny światowej. Dopóki nie zaczęto tworzyć gett dla Palestyńczyków, odnosiłem wrażenie, że na podobne pomysły współcześnie reaguje się w sposób dosyć alergiczny.
Terrorystów wśród Arabów jest mniej niż było komunistów wśród Żydów, a mimo to nikt nie usprawiedliwia segregacji rasowej Żydów. Tymczasem budowa muru wokół gett dla Palestyńczyków zwana jest przez 'Wyborczą’ pieszczotliwie 'wznoszeniem płotu’. Zaraz potem redaktor dodaje, że kilometr takiego 'płotu’ ma kosztować milion dolarów, co powinno w uważnym czytelniku wzbudzić nieco nieufności. Cena istotnie go odróżnia od wszelkich konstrukcji które my znamy pod nazwą płotu. Może dlatego, że w naszych płotach nie ma tylu elementów pod napięciem?
Ariel Szaron śmiało mógłby już opublikować autobiografię 'Moje Boje’, choć na jego miejscu w niemieckim wydaniu zmieniłbym tytuł. A czytelnicy 'Wyborczej’ już nie takie rzeczy przełknęli, by choćby wspomnieć triumfalne ogłoszenie aresztowania Jose Padilla, który jakoby miał zamiar zdetonować w Waszyngtonie bombę radiologiczną. Najpierw okazało się, że nie było żadnej bomby, a potem że Amerykanie nie mają nawet mocnych poszlak by sądzić, że w ogóle miała być. W tym wypadku honor 'Wyborczej’ uratował Lem, który miewa tam skromny felietonik. ’Administracja prezydenta Busha – atakowana z różnych stron za ograniczanie i naruszanie swobód obywatelskich – skutecznie uciszyła krytyczne głosy wiadomością o zatrzymaniu terrorysty, który zamierzał sparaliżować Waszyngton za pomocą tzw. brudnej bomby. Strach wzbudzony widmem tego zamachowca jednak powoli rozwiewa się, ponieważ podobno był zamiar, ale nie było bomby. Jak piszą w USA, strach konstytucyjny skontrowano strachem radioaktywnym’.
Cóż, ważne i odważne sformułowanie. Ale Lem może sobie na to pozwolić. Choć i on zastrzega, że tylko relacjonuje to, co 'piszą w USA’.
A w Polsce piszą, że z 'płotu’ może wyniknąć dla Palestyńczyków nieoczekiwana korzyść. Bo on nie tylko odgradza Żydów od Palestyńczyków, ale i Palestyńczyków od Żydów. Niestety obawiam się, że choć może w nim nie być furtek dla karetek, ale dla czołgów na pewno jakaś się znajdzie…
