Wojna domowa

Rozdział III

Wojna domowa

Pierwsi – 3 października 1833 roku – chwycili za broń Baskowie w Talaverze, dwa dni później w Vizcaya. 7 października wybuchło powstanie w Santos Ladrón w Nawarze. W ciągu kilku miesięcy partyzanci Don Karlosa, religii apostolskiej i katolickiej, oraz 'starych praw’, opanowali całe połacie Baskonii, Nawarry, Aragonii i Katalonii, nigdzie jednak nie zdołali zająć żadnego z większych miast.

Pierwsza faza wojny miała charakter 'klasycznie’ partyzancki. Na czele tworzących się samorzutnie oddziałów stawali z reguły dawni uczestnicy „guerilli „antynapoleońskiej i Armii Katolickiej i Królewskiej z 1823 roku (począwszy od niezmordowanego księdza Merino), z których niektórzy tylko mieli za sobą również służbę w regularnym wojsku czasu Restauracji (ci, którzy w nim służyli, zostali zdymisjonowani podczas czystek w 1827 roku, kiedy rozpoczęto usuwanie z wojska sympatyków infanta; dlatego z chwilą wybuchu powstania korpus oficerski armii rządowej składał się wyłącznie z 'krystynosów’).

Dopiero stopniowo ruch powstańczy zaczął być koordynowany przez wyłaniających się zeń i uznanych przez Pretendenta dowódców, takich jak: pierwszy szef Junty Centralnej Manuel de Lardizábal y Uribe, Francisco Itturalde, Manuel Carnicer, Miguel Gómez i wyjątkowo dzielny Juan Manuel Balmasedo (1800-1846). Przełomowe w tym względzie było objęcie naczelnego dowództwa przez największego bohatera tej wojny i autora przynoszącej sukcesy strategii partyzanckiej – Tomása de Zumalacárregui y de Imaz. Jego pojawienie się nie było przypadkowe; Zumalacárregui to jeden z najsłynniejszych 'gerylasów’ epoki napoleońskiej, a jego rodowód i życiorys można uznać za wzorcowy dla karlisty.

Rodowity Bask, urodzony w 1788 roku, pochodził z drobnoszlacheckiego 'zaścianka’ w prowincji Guipúzcoa – najobfitszego obok Nawarry 'matecznika’ karlizmu. Aby walczyć za wiarę, króla i ojczyznę przeciwko francuskim bezbożnikom, przerwał studia prawnicze w Pampelunie. Od 1808 do 1813 walczył na czele własnego oddziału ochotników, a w ostatnim roku wojny jako kapitan w regularnym korpusie gen. Miny. Wojnę o niepodległość ukończył w stopniu podpułkownika. Po przywróceniu monarchii absolutnej w 1823 roku został mianowany pułkownikiem i gubernatorem Ferrolu. Na tym stanowisku zwalczał energicznie spiski radykałów i pospolity bandytyzm. Już wówczas należał do sympatyków infanta Karlosa, ale dopóki żył Ferdynand, zachowywał pełną lojalność wobec władcy. Mimo to, został postawiony przed sądem wojennym i – acz uniewinniony z zarzutu zdrady stanu – wydalony z wojska.

Gdy tylko Baskowie rozpoczęli powstanie, zwrócili się doń z propozycją objęcia dowództwa. Zumalacárregui przyjął je, i w krótkim czasie stworzył z ochotników nie tylko bitną, lecz i zdyscyplinowaną armię. W ciągu trzech miesięcy miał już osiem tysięcy ludzi pod bronią, a po roku dowodził trzydziestopięciotysięczną armią. Stosował jednak nadal taktykę 'małej wojny’, zdając sobie, jako doświadczony żołnierz, sprawę, że na tym etapie walki powstańcy nie są w stanie pokonać wojsk rządowych. (Z kolei, dowódcy 'krystynosów’ starali się jedynie nie dopuścić do przerwania obrony na linii rzeki Ebro, oddzielającej prowincje północne od reszty kraju, a w tym od stolicy).

Mianowany przez Don Karlosa generałem i kapitanem generalnym Nawarry Zumalacárregui zdołał zadać 'krystynosom’ szereg dotkliwych porażek: generałowi J.R. Rodilowi 1 sierpnia 1834 pod Amescas i 7 września tegoż roku pod Vianą, zaś w następnym roku generałowi Iriarte pod Guernicą. Niestety, sukcesy te nadto ośmieliły Pretendenta, który przedwcześnie zażądał zmiany strategii i zaatakowania ufortyfikowanej stolicy prowincji – Bilbao. Posłuszny Don Karlosowi Zumalacárregui rozpoczął oblężenie, lecz nie zdołał zdobyć miasta, a co gorsza, wielokrotnie ranny w dniu 15 czerwca 1835 roku, na domiar fatalnie leczony, umarł dziewięć dni później. Kiedy go chowano okazało się, że nie ma nawet przyzwoitego munduru, w którym wypadałoby złożyć generała do trumny. 'Karol V’ nadał bohaterowi pośmiertnie tytuły hrabiego Zumalacárregui i księcia Wiktorii1.

Śmierć wodza była wielkim ciosem dla powstańców, tym bardziej, że jego następca – generał Nazario Eguía (1777-1865) – doznał pod Bilbao całkowitej klęski. Walka trwała jednak dalej, przy czym głównym teatrem działań stały się teraz Katalonia i Aragonia, a po części również Kastylia i Andaluzja. Generał Alejandro Gómez dotarł do Gibraltaru i zajął na krótko Kordobę, generał Juan Antonio Zaratiegui odbył rajd do Segowii, a sam Don Karlos stanął na moment u wrót Madrytu2; po raz drugi do Madrytu zbliżył się w czerwcu tego samego, 1836 roku gen. Miguel Gómez, lecz z niezrozumiałych powodów (zapewne dlatego po powrocie do kwatery głównej karlistów w Orduńi został aresztowany) nagle zakończył swój rajd. Coraz mocniejszym blaskiem jaśniała natomiast gwiazda innego samorodnego 'gerylasa’, który w końcu stał się główną postacią karlizmu na całe ćwierćwiecze – Ramóna Cabrery y Grino.

Cabrera był Katalończykiem; urodził się w 1806 roku w Tortosie, w zamożnej rodzinie kupieckiej. Rozpoczął studia w rodzinnym mieście, ale wkrótce (po śmierci ojca) popadł w złe towarzystwo. Marzeniem opiekującej się nim ciotki było, aby został księdzem, i przyszły generał otrzymał nawet święcenia diakonalne. Nie dane mu jednak było zostać księdzem, do czego nie miał zresztą ani powołania ani predyspozycji. Tuż po wybuchu powstania zetknął się z hrabią Hervésem, który zwerbował go pod banderę Don Karlosa i nakłonił do opuszczenia seminarium. Cabrera stanął na czele małego oddziału 'gerylasów’ i po kilku udanych potyczkach połączył się (w 1834) z regularnym korpusem generała Carnicera, który mianował go pułkownikiem. Odtąd walczył jako szef dywizji operującej w Aragonii, Walencji i Katalonii, a jego wyczyny dały mu przydomek 'tygrysa z Maeztrazgo’.

Sława okazała się dlań osobiście tragiczna. 16 lutego 1836 roku jeden z dowódców „cristinos” – generał Francisco Espoz y Mina – wziął jako zakładniczki, a następnie kazał rozstrzelać 80-letnią niewidomą i na wpół sparaliżowaną3 matkę oraz trzy przyrodnie siostry Cabrery; zbrodnia ta wyzwoliła w Ramónie uczucie prywatnej nienawiści do 'krystynosów’, co sprawiło, że odtąd szafował zemstą bez umiaru. Mianowany przez Don Karlosa kapitanem generalnym Aragonii, został ciężko ranny w jednej z bitew, ale wkrótce zadał 'krystynosom’ dwie klęski: 18 lutego 1837 pod Bunoi i 19 marca tegoż roku pod Burjasot. Przyniosło mu to stopień generała-porucznika i marszałka polnego. Niedługo potem, za zdobycie twierdzy Morella, Pretendent obdarzył go tytułem hrabiego Morella. Wyczyn ten mógł okazać się korzystnym dla karlistów przełomem w dziejach powstania, gdyż twierdza ta stanowiła główną przeszkodę na drodze do Madrytu.

W maju 1837 roku, w koordynacji z oddziałami Cabrery, Don Karlos po raz trzeci i ostatni w tej wojnie wyruszył w kierunku stolicy. Jego armia pobiła kolejne oddziały „cristinos”: generała Iribarrena pod Huescą oraz generałów Oráa i Burensa pod Barbastro. Wzdłuż całego frontu budowano polowe ołtarze, aby wojsko katolickie mogło codziennie słuchać mszy. Sztabowcy Pretendenta bezskutecznie błagali go, by nie narażał swego życia i unikał pierwszej linii ognia.

Wprawdzie zaraz po połączeniu oddziałów Don Karlosa i Cabrery Oráa zadaje im klęskę pod Chivą, ale wkrótce karliści znów odzyskują przewagę rozbijając Burensa pod Vallar de los Navarros. Droga na Madryt zdaje się stać otworem. 'Karol V’, witany owacyjnie w każdej zdobytej miejscowości, zatrzymuje się w Las Rozas, a Cabrera staje już nieomal u na przedmieściach stolicy, przed Puerta de Atocha. W tym momencie zawiedli jednak nie żołnierze, lecz cywilni dworacy, którzy rozpoczęli niekończące się spory o to, w… którym mundurze Najjaśniejszy Pan powinien wkroczyć do Madrytu, a tymczasem na odsiecz regentce zaczęło zbliżać się silne zgrupowanie „cristinos” pod dowództwem generała Baldomera Espartera. Po kilku dniach karlistom zaczęło grozić znalezienie się w okrążeniu, i Don Karlos, polecając swoją sprawę już wyłącznie Matce Boskiej Bolesnej, nakazał odwrót.

Jednak ostatecznie kres nadziejom wiernych prawowitego władcy położyła nie tyle kontrofensywa Espartera, ani nawet finansowe i militarne wsparcie reżimu przez – zaniepokojone perspektywą 'klerykalizacji’ Hiszpanii – rządy Francji, Anglii i Portugalii, lecz przede wszystkim zdrada, której dopuścił się kolejny naczelny wódz karlistów4, generał Rafael Maroto (1783-1847). W oficjalnej historiografii jest ona przedstawiana jako wzniosły akt 'pojednania’, ogrywany propagandowo w niezliczonych kliszach werbalnych i ikonograficznych pod łzawą nazwą 'uścisku z Vergara’ /”abrazo de Vergara”/, wymienionego przez generałów Marota i Espartera. W rzeczywistości, układ tam podpisany 31 sierpnia 1839 roku był – jak potwierdza marksistowski historyk – „zamaskowaną kapitulacją obozu karlistowskiego”5 i, dodajmy, pospolitym oszustwem. Zapewne, trudno było już oczekiwać spełnienia głównego celu powstania: przywrócenia tronu Karolowi V, ale 'krystynosi’ nie dotrzymali również i tego, do czego się uroczyście zobowiązali – wyjąwszy to, co i tak było oczywistością, jedynie potwierdzoną, tj. prawo Don Karlosa do noszenia tytułu infanta Hiszpanii. Oficerowie karlistowscy w większości nie zachowali swoich szarż ani prawa do czynnej służby w armii. Natomiast obiecane Baskom „fueros,” potwierdzone formalnie 'tymczasową’ (do 'czasu przedstawienia niezbędnych modyfikacji’) uchwałą Kortezów, zostały cynicznie skasowane dekretem Espartera, już jako regenta-dyktatora, który wznowił także represje wymierzone w Kościół. Ostateczny bilans ludzki tej wojny to sto pięćdziesiąt tysięcy zabitych po obu stronach6.

Najwierniejsi „carlistos, „na czele z Cabrerą, nie poddali się jednak i walczyli jeszcze przez rok, broniąc się w Maeztrazgo. Dopiero rozbity doszczętnie przez Espartera, Cabrera przeszedł do Francji, gdzie go internowano na kilka miesięcy w twierdzy Ham – tej samej, która 'gościła’ wówczas także Ludwika-Napoleona Bonaparte. W 1842 roku wyjechał do Anglii, gdzie – po abdykacji 'Karola V’ (23 V 1845) na rzecz jego syna, hrabiego Montemolín7 – uzyskał od nowego Pretendenta potwierdzenie szefostwa Junty Centralnej karlistów. Starał się także przekonać rząd angielski do zmiany stanowiska i zaniechania popierania Espartera, co nie było zbyt realistyczne, nie tylko z powodu antykatolickich resentymentów Brytyjczyków. Polityka gospodarcza Espartera, który lansował wolny handel, ze szkodą dla rodzimego przemysłu tekstylnego, była bowiem niezwykle korzystna dla Anglii, w której wiedziano, że karliści mają poglądy protekcjonistyczne.

Niezmordowany wówczas jeszcze Cabrera, na wieść o pojawieniu się partyzantki w Katalonii jesienią 1847 roku8, natychmiast wrócił do kraju, przejmując dowództwo nad tymi oddziałami, które opowiadały się za Don Karlosem. Walczył przez prawie trzy lata, a w marcu 1849 wezwał hrabiego Montemolín do przybycia na zdobyty przez niego teren. Jednak władze francuskie internowały Księcia i wydaliły go do Anglii, a Cabrera, pobity i ranny w czerwcu 1849 roku pod Pastoral, musiał znów uchodzić do Francji. Historycy spierają się zresztą o to, czy działania zbrojne tego okresu zasługują rzeczywiście na miano 'II Wojny Karlistowskiej’, zarówno z powodu ich lokalnego zasięgu, jak i niezbyt jasnego oblicza ideowego. Stronnicy 'Karola VI’ mieszali się bowiem na tym obszarze z partyzantką o zupełnie innym charakterze, bo republikańską. W każdym bądź razie powstanie tych pierwszych zyskało sobie miano 'wojny wstających rano’ – czyli idących codziennie na poranną mszę9.

'Karol V’ dożył swoich dni na wygnaniu w Trieście, 10 marca 1855 roku10, natomiast Cabrera, który jeszcze w 1850 roku sondował możliwość interwencji Burbonów neapolitańskich na rzecz Pretendenta, wyjechał ponownie do Anglii, gdzie osiadł już na zawsze, ożeniwszy się z bardzo majętną córką fabrykanta broni, Miss Richard. Małżeństwo odbiło się fatalnie na jego postawie ideowej i politycznej, bowiem wpływ żony-protestantki i obracanie się w kręgu angielskich przemysłowców o mentalności materialistyczno-liberalnej, kruszyły w nim systematycznie przywiązanie do katolicyzmu i wartości tradycyjnych. Nadto, gorzkniał coraz bardziej i zapiekał się w resentymencie do rodaków, którzy przestali być, w jego oczach, godni jakichkolwiek poświęceń. Kiedy przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu następnej wojny (1872), kolejny Pretendent (’Karol VII’) pojechał do Londynu, aby poradzić się owianego legendą i sędziwego już patriarchy karlizmu, spotkał się z całkowitą obojętnością dla swojej sprawy. Co więcej, kiedy karliści zaczęli przegrywać, a szala zwycięstwa przechylała się na stronę „alfonsinos,” Cabrera publicznie uznał syna Izabeli – Alfonsa XII – za prawowitego władcę. W przededniu śmierci (1877), legendarny wódz karlistów otrzymał potwierdzenie wszystkich swoich tytułów od władcy konstytucyjnego, a utracił je decyzją prawowitego, od którego odstąpił w ostatniej godzinie.

 

PRZYPISY:

1 O tej postaci zob. numer monograficzny: „Zumalacárregui”, 'Revista de Historia Contemporánea’ 11 (1989).
2 Wydał wówczas (z kwatery w Durango) kolejny manifest do narodu, w którym czytamy m. in.: „Od kiedy Opatrzność umieściła mnie pośród was, mogłem ocenić i być świadkiem heroicznych czynów. […]. Cały świat spogląda na wasze prowincje, a nade wszystko na waleczną armię, której mam honor przewodzić. […]. Samo Niebo pokazało, jak wdzięczne jest za waszą służbę, i z Jego to pomocą wielokrotnie uniknęliśmy wielkich niebezpieczeństw. Pan Zastępów prowadził nas swoją ręką do zwycięstwa. Pan Zastępów, Bóg św. Franciszka, Bóg Hiszpanów. Król katolicki nie może mówić innym językiem do ludu tak religijnego, broniącego znieważonej religii, i rzuca infamię na swoich prześladowców. Pan wszechpotężny w bitwach dawał nam zawsze zwycięstwo, i to Jemu należy się cała chwała i podziękowania. […]”
„Jakiż kontrast ukazuje nam ten rząd, jego zachowanie się i postępki, jego tchórzliwość i anarchia, w porównaniu z prawdziwą wolnością i szczęściem, jakim cieszylibyście się za wasz wysiłek [gdybyśmy wygrali]. Rewolucjoniści nieśli wszędzie płacz i śmierć, zwyciężyli dla bezbożnictwa, które tkwiło w ich istocie. Założyli naszej Ojczyźnie ciężkie i krwawe jarzmo, i wygrali, perfidnie krzycząc o prawach człowieka, aby narzucić temu człowiekowi prawdziwą tyranię. Czyż moglibyśmy spodziewać się czegoś takiego od zasad i doktryn, których my bronimy, od królów ziemskich jako reprezentantów Najwyższego, od którego czerpią władzę i autorytet? […]. Zobaczmy jak upadły sztuki, rolnictwo, i że z powodu wewnętrznych podziałów obywateli opustoszały wsie, ograbiono domy, sprofanowano świątynie i ołtarze, prześladowano, skazywano na śmierć księży. […]. Czy bandyci i mordercy są reprezentantami narodu, aby stanowić prawa albo absurdalne albo śmieszne, albo nieznośne albo niesprawiedliwe, dotykające niewinnego a ratujące przestępcę? Przeczytajcie historie wszystkich monarchii, a szczególnie naszej, a nie spotkacie czegoś takiego – widać, że bez teorii demokratycznych panował pokój, rozwijał się przemysł, handel, nauki, i że w cieniu religii Hiszpania cieszyła się szczęściem wraz ze swymi królami i ojczystymi prawami. […]”
„Niestety, nie mniej martwi mnie postęp rewolucji w Hiszpanii: […]; straszliwe prześladowania, które cierpią dobrzy ludzie we wszystkich zakątkach monarchii – zniewolenie i straszliwe niewolnictwo, w którym żyją ludzie pośród haseł wolności – więzienia, wysiedlenia, konfiskaty i śmierć bez wyroku, wedle widzimisię; a nade wszystko sprofanowane i rozgrabione kościoły, księża poniżeni, publicznie znieważeni, zabijani bezkarnie – klasztory przemienione w szkoły rozwiązłości; żebrzący zakonnicy i zakonnice, krzyczące ofiary w rękach barbarzyńców; w sumie, religia jęcząca, a Ojczyzna wyglądająca podobnie […].”
„Z tego powodu, mając za obrońcę Niebo, zwycięstwa ciągłe, powszechną życzliwość hiszpańskiego ludu […], apeluję o zwiększenie wysiłków, aby wszyscy Hiszpanie, którzy kochają naprawdę religię i króla, zjednoczyli się z moimi wiernymi obrońcami […], aby współuczestniczyć w najświętszej ze wszystkich spraw. Zapamiętam i nagrodzę te wysiłki. Okaże się, że lud hiszpański nie upadnie przed tą partią areligijnych kryminalistów bez Boga i Ojczyzny. Jeśli wszyscy ludzie dobrzy się zjednoczą, nasza walka potrwa krótko, a poświęcenie w tej chwili uchroni nas przed większymi i bardziej kosztownymi w przyszłości. Czas skończyć już tę krwawą i straszliwą walkę – wszyscy jesteśmy Hiszpanami; nikt z nas nie chce podziałów, nieładu ani anarchii – zjednoczcie się wokół króla, a ja was zapewniam, że wasza chwała i wierność zostaną zauważone przez wszystkie narody świata” – „Manifest Karola V do Hiszpanów” (tł. A. Wielomski), 'Pro Fide Rege et Lege’ 1999 nr 3-4 (35), s. 13; tekst oryginalny: „Manifiesto de Durango”, 20 II 1836 [w:] HTE, t. X, ss. 281-283.
3 Trzeba ją więc było posadzić na krześle przed plutonem egzekucyjnym.
4 'Trzydzieści srebrników’ tego Judasza urealniło się dokładnie sumą 30 milionów reali; zdrajca ów rozstrzelał też trzech generałów, jednego brygadiera i jednego intendenta ze sztabu karlistów (a próbował również biskupa Joaquína Abarcę, który dziesięć lat wcześniej wpłynął na podpisanie przez Ferdynanda VII kodycylu, anulującego – chwilowo, jak się okazało – „Sankcję Pragmatyczną”), którzy wpadli na trop jego potajemnych konszachtów z 'krystynosami’.
5 M. Tu?ón de Lara i in., op. cit., s. 426.
6 Najpełniejszy aktualnie obraz tej wojny przedstawia w swojej pracy doktorskiej A. Bullón de Mendoza, „La primera guerra carlista”, Madrid 1992; z prac dawniejszych zob. także: R. Gambra, „La primera Guerra Civil de Espańa”, Madrid 1950.
7 Wiązało się to z przedstawionym przez J.L. Balmesa planem rozwiązania konfliktu dynastycznego na drodze małżeństwa syna Don Karlosa z jego kuzynką, panującą Izabelą II (po stronie 'krystynosów’ plan ten gorąco popierał Donoso Cortés); rzecz została jednak zniweczona wskutek dyplomatycznej kontrakcji dworu orleańskiego we Francji, który obawiał się powrotu do kwestii dynastycznej również u siebie.
8 Rozpoczął ją kolejny już ksiądz-gerylas i kombatant pierwszej wojny karlistowskiej – Benet Tristany, zwany „Mosén Benet”, który zresztą wkrótce wpadł w ręce generała Manuela Pavíi i został rozstrzelany.
9 Lokalne powstania karlistowskie w Nawarze, Starej Kastylii (okolice Burgos i Sorii) oraz w Katalonii wybuchły następnie na przełomie 1855/56, kiedy okazało się, że sfery liberalne zniweczyły – o czym niżej – kolejną szansę zakończenia sporu dynastycznego planem małżeństwa królowej Izabeli z synem 'Karola VI’. Katalońskich gerylasów: Josepa Estartúsa, Josepa Borgesa, Marca Gónfausa /”Marsal”/, Josepa Ponsa /”Pep de l`Oli”/ i czterech bratanków „Moséna Beneta „rozbił w kwietniu 1856 roku marszałek polny Joaquín Bassols, rozstrzeliwując następnie „Marsala „i „Pepa de l`Oli”.
10 Złoty napis na jego grobie głosi, w zupełnej zgodzie z prawdą: „In prosperis modestus, in adversis constans”. Zob. także najnowszą biografię 'Karola V’: X.A. de Saint-Sylvain, „Un capítulo de la historia de Carlos V”, Madrid 1991.