Tekst 'Solilokwium’ Wojciecha Wasiutyńskiego – mający charakter bardzo osobistej modlitwy, rozmowy z Bogiem – zasługuje na uwagę z kilku pozaliterackich względów. Jednym z najważniejszych jest jego bezcenna wartość jako świadectwa autentyczności i głębi przeżywania wiary publicysty związanego z politycznym obozem narodowym. O autentyczności tego wyznania wiary świadczy fakt, że 'Solilokwium’ nie było przeznaczone do publikacji i stanowi raczej wyjątek w całokształcie twórczości Wasiutyńskiego, w której religia rzymskokatolicka, jakkolwiek stale obecna, funkcjonuje w wymiarze społecznym, nie zaś w płaszczyźnie osobistej relacji z Bogiem (1).
Wasiutyński był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli młodego pokolenia, ukształtowanego w okresie powojennym, w niepodległej II Rzeczypospolitej. Było to pokolenie reagujące bardzo żywo nie tylko na hasła narodowe, ale również katolickie. Warto zatem poświęcić chwilę uwagi problemowi religijności młodych, ujmowanej nie w kontekście ówczesnych walk politycznych, ale na tle przemiany ideowej, ściśle związanej z konfliktem pokoleniowym. Istnieją bowiem liczne świadectwa potwierdzające bez cienia wątpliwości renesans religijności w Polsce międzywojennej. Symbolicznym wyrazem wpływu odrodzenia katolickiego na politykę było dokonanie przez Romana Dmowskiego w 1927 roku – kiedy postanowił oprzeć się na nowym pokoleniu – słynnej syntezy narodowo-katolickiej, wyrażającej się stwierdzeniem, że 'Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznym stopniu stanowi jej istotę’.
Jakie były źródła tego renesansu, a co za tym idzie, na ile autentyczna była religijność tych, którzy decydowali się występować z hasłami religijnymi w działalności społecznej i politycznej? Bardzo ciekawej analizy dokonali w 1937 roku na łamach 'Przeglądu Powszechnego’, Wasiutyński i Konstanty Turowski, dwaj publicyści i działacze polityczni, nie tylko bezpośrednio związani z propagowaniem katolicyzmu w wymiarze społecznym, ale również – jako młodzi ludzie – będący reprezentantami pokolenia 'konwertytów’ (2).
Zdaniem Wasiutyńskiego odrodzenie religijne występujące w młodym pokoleniu było procesem oddolnym, niezależnie od tradycji rodzinnych czy wychowania: 'Powiedzieć, że otrzymaliśmy wychowanie katolickie, jest co najmniej przesadą. Katolickość panowała w poprzednim pokoleniu tylko w rodzinach chłopskich i częściowo drobnomieszczańskich. (…) W warstwie inteligenckiej, a tu zaczęło się odrodzenie religijne, nie było religii w większości rodzin.’ Wasiutyński uważał, że młode pokolenie najpierw stało się katolickie, a dopiero później zajęło się polityką: 'Szło ono (odrodzenie katolickie – przyp. WT) od dołu do góry, nie na odwrót. Że nie miało cech politycznych, tego dowodzi nieprzypadkowy zbieg faktów: odrodzenie religijności, masowe rekolekcje, powstanie 'Juventus Christiana’, 'Pomocy Bliźniemu’, chórów akademickich, rozwój sodalicji, zbiega się pod względem czasu z zupełnym upadkiem wpływów dwóch politycznie i społecznie katolickich organizacji akademickich: 'Odrodzenia’ i 'Katolickiej Młodzieży Narodowej’.’
Turowski podzielał w pełni pogląd Wasiutyńskiego o powojennym odrodzeniu religijnym, zwłaszcza jeśli chodzi o środowiska inteligenckie, jednak inaczej postrzegał jego przyczyn: 'Moim zdaniem są one następujące: 1) wpływ ideowy 'Odrodzenia’ i innych organizacji katolickich, zwłaszcza Sodalicji Mariańskich; 2) nacjonalistyczne nastawienie młodego pokolenia; 3) szczególny wpływ na młodzież ks Szwejnica w Warszawie.’ Różnica w poglądach dotyczyła niebagatelnej kwestii, mianowicie określenia przyczyn zwrotu ku katolicyzmowi, jaki dokonał się w obozie narodowym. Turowski jako przykład instrumentalnego traktowania katolicyzmu przez młodych endeków podawał konflikt w 1922 roku, między endecką 'Młodzieżą Wszechpolską’ a 'Odrodzeniem’, w którym racje pierwszej organizacji reprezentował Deryng, drugiej zaś ks. Lutosławski. Był to zarzut dość nieszczęśliwy, ponieważ pomijał fakt wewnętrznej różnorodności endecji, a także to, że sam ks. Lutosławski był endekiem i posłem Związku Ludowo-Narodowego. Kontekst sporu między Wasiutyńskim a Turowskim tłumaczy zaangażowanie tego pierwszego w działalność narodowego RNR, tego drugiego zaś w chadeckim SP.
Relacje między nacjonalizmem a katolicyzmem w polskim ruchu narodowym stanowią złożony i bardzo delikatny problem, wiążący się z koniecznością dokonania oceny czegoś ta osobistego, jak relacje jednostki z Bogiem. Nie podlega natomiast dyskusji wysuwanie przez prawicę narodową haseł katolickich w wymiarze społecznym. Dotyczy to również jej radykalnego odłamu, który w 1934 roku dokonał rozłamu, tworząc Obóz Narodowo-Radykalny. Jest to o tyle ważne, że jednym z twórców i przywódców ONR, a następnie RN, czyli Falangi był autor 'Solilokwium’. W wydanej w 1934 roku broszurze pt. ’Duch czasów nowych, a Ruch Młodych’, faktyczny przywódca 'oenerowskiej’ młodzieży, Bolesław Piasecki, przeciwstawiał pokoleniu 'staremu’ 'młode’. To pierwsze, zdaniem Piaseckiego było częściowo pozbawione wiary 'w jakiekolwiek wartości bezwzględne’. Natomiast w tym drugim 'występuje potężny wzrost katolicyzmu’, co przesądza o tym, że celem narodu 'musi być dobro najwyższe – Bóg. I w stosunkach polskich ten Bóg, którego stosunek do jednostki ujmuje i tłumaczy religia katolicka. Dobro zaś narodu musi być środkiem dla jednostki do osiągnięcia jej celu ostatecznego’. Podobną nadrzędność Boga potwierdzili w 1937 roku autorzy 'Zasad programu narodowo-radykalnego’ RNR, zwanego zielonym programem’ (3).
Jeden z historyków zajmujących się ONR (RNR) twierdzi, że przywódcy Falangi kierowali się nie 'nie tyle względami moralnymi ile bieżącą, koniecznością polityczną’ i z trudem godzili 'w praktyce spirytualizm katolicki z reprezentowanym przez nich uwielbieniem sił naturalistycznych i biologicznych (4). Jednak Wasiutyński, który z czasem zaczął krytycznie postrzegać ideologię ONR (RNR), daleki był od stawiania zarzutu o instrumentalizację katolicyzmu. Jak pisał we wspomnieniach, wszyscy przywódcy Falangi z wyjątkiem Mariana Reutta, byli wierzącymi i praktykującymi katolikami (5).
Nie rozstrzygając definitywnie problemu, który nie doczekał się jeszcze pogłębionej i obiektywnej analizy, nie ulega wątpliwości, że młode pokolenie wyrażające hasła katolickie w wymiarze społecznym i politycznym, było pod koniec lat 30. w zdecydowanej większości związane z szeroko pojętym nurtem narodowym. Uznawał ten fakt chadek Turowski, stwierdzając na łamach 'Przeglądu Powszechnego’, że młodzież katolicka skupiała się w młodzieżówce Stronnictwa Narodowego, w Ruchu Narodowo-Radykalnym, w Związku Młodzieży Narodowej, pociągniętym ku sanacyjnemu Obozowi Zjednoczenia Narodowego oraz w 'nieskrystalizowanej grupie wywodzącej się z Odrodzenia’. Podobny obraz nakreślił po latach Wasiutyński pisząc, że ogromna większość katolickiej młodzieży akademickiej należała do organizacji wyznaniowych, natomiast w wymiarze politycznym była związana lub sympatyzowała z ruchami narodowymi. Wyrazem tych sympatii była masowa pielgrzymka młodzieży w 1936 roku do Częstochowy. Natomiast organizacje stricte katolickie: 'Odrodzenie’ i Katolicka Młodzież Narodowa były po pierwsze nieliczne, a po drugie wewnętrznie niejednorodne, bynajmniej nie podporządkowane nurtowi chadeckiemu. 'Odrodzenie’ 'w Wilnie było raczej sanacyjne, miało nawet skrzydło komunizujące. We Lwowie było konserwatywno-ziemiańskie. W Warszawie za moich czasów przewagę zdobyli w nim narodowcy. (…) Obecnie mówi się bardzo dużo o Verbum. Była to niewątpliwie grupa intensywnie katolicka, ale wąska – na terenie studenckim prawie nieznana’ (6).
’Solilokwium’ Wasiutyńskiego jest jednym z osobistych wyznań człowieka, który nie tylko dojrzewał w klimacie odrodzenia religijnego, ale w znacznym stopniu współtworzył środowisko 'katolickiej młodzieży narodowej’. Pisząc 'Solilokwium’ w Vichy, w nieokupowanej przez Niemców części Francji, miał już za sobą kilkuletni okres współpracy z Piaseckim. Na początku 1939 roku utworzył miesięcznik 'Wielka Polska’, którego niezrealizowanym celem miało być połączenie skłóconych ze sobą ruchów narodowych. Cel ten nie został osiągnięty, ale sam Wasiutyński niedługo po upadku Polski, w listopadzie 1939 roku powrócił do Stronnictwa Narodowego. W czasie pobytu w Vichy zajmował się m. in. organizowaniem struktur partyjnych, został nawet konspiracyjnym wiceprezesem organizacji na terenie okupowanej Francji.
Przed napisaniem 'Solilokwium’ opublikował dwa artykuły, podejmujące problematykę intymnego przeżycia wiary. Pierwszy z nich, 'Msza myślenia’, zamieszczony na łamach 'Prosto z mostu’, został następnie opublikowany w zbiorze felietonów 'Z duchem czasu’. W tym artykule Wasiutyński podkreślił irracjonalny, niezależny od okoliczności (w tym również politycznych) wymiar wiary: 'A jednak wierzę. Nie dlatego, że nauka współczesna uprawdopodobniła tę wiarę. Nie dlatego, że mnie w niej wychowano. Nie dlatego, żebym miał szanować tradycję. Nie dlatego, że to pasuje do moich przekonań. Jest coś takiego we mnie, że wierzę. (…) Dlaczego? Nie wiem. Może to jest właśnie łaska wiary?'(7). Drugi artykuł został opublikowany na początku 1940 roku w Bukareszcie na łamach tygodnika katolickiego, wydawanego przez jezuitę o. Zajączkowskiego, a przedrukowany po wojnie w Londynie w katolickim 'Życiu'(8). Jego tytuł 'Jestem katolikiem’ w oczywisty sposób nawiązuje do słów: 'Jestem Polakiem’ użytych przez Dmowskiego w 'Myślach nowoczesnego Polaka’. To znaczące przesunięcie akcentu zdaje się współgrać z opinią skrajnego nacjonalisty Reutta, który jeszcze przed 1939 rokiem zarzucał Wasiutyńskiemu, że w gruncie rzeczy nie jest nacjonalistą tylko uniwersalistą (katolickim)’.
Wasiutyński nie pisze o tym, dlaczego jest katolikiem, o sam fakt bycia nim zdaje się być czymś oczywistym, podobnie jak wcześniej dla Dmowskiego fakt bycia Polakiem. Autor 'Solilokwium’ zastanawia się nad konsekwencjami tego wyznania wiary – zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym. Katolicyzm Wasiutyńskiego wyraża się zawsze w dwóch wymiarach: osobistym i społecznym, 'walce z samym sobą i ze światem’. Jest to wiara pojęta w sposób absolutny: musi obejmować wszystkie sfery życia, musi prowadzić do doskonalenia wewnętrznego, miłości Boga i bliźniego. Społeczny wymiar katolicyzmu wynika z przekonania autora, że: 'Życie człowieka nie kończy się na stosunku do Boga, innych ludzi pojętych jako jednostki i siebie samego. Istnieje jeszcze stosunek do zbiorowości ludzkiej. (…) Także do tej zbiorowości musimy mieć stosunek katolicki.’ Dopiero na tym tle pojawia się naród jako 'zespół ludzi o podobnej kulturze wewnętrznej’, mający swój 'cel do spełnienia w dziejach ludzkości, w dziejach Kościoła walczącego’. (9)
* * *
Eksterminacja inteligencji polskiej w okresie II wojny światowej szczególnie dotkliwie przetrzebiła środowiska młodej inteligencji katolickiej, zaangażowanej politycznie w organizacjach narodowych. Wielu przedstawicieli tej formacji znalazło się na emigracji – wśród nich Wasiutyński. Jeżeli nie liczyć szczupłego grona osób związanych z Piaseckim, po 1945 roku ani jedno z licznych przed wojną środowisk inteligencji narodowej i katolickiej nie zaistniało w krajowym życiu publicznym. Pustkę tę wypełniły środowiska skupione wokół 'odrodzeniowego’ 'Tygodnika Powszechnego’ i kolejne frondy opuszczające 'Pax’. Wasiutyński w pierwszym okresie emigracji, przypadającym na lata 50., aktywnie uczestniczył w rozmaitych organizacjach katolickiego laikatu. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych (w 1958 roku), problematyka kościelna i katolicka często pojawiała się w jego twórczości publicystycznej.
Na przestrzeni kilkudziesięciu lat trudno zauważyć, by Wasiutyński przeszedł poważną ewolucję w sposobie przeżywania wiary czy postrzegania roli i miejsca Kościoła. W dalszym ciągu uważał, że Kościół powinien zmagać się ze światem, ale 'Kościół Walczący jest namiotem nie twierdzą. Namiotem rozbitym przez wielką pielgrzymkę ludu bożego do Jerozolimy Niebieskiej.'(10). Takie postrzeganie Kościoła sprawiało, że autor 'Solilokwium’ był otwarty na radykalne zmiany w Kościele, pod warunkiem, że nie naruszały podstawy, czyli wiary, że w zmartwychwstaniu Chrystusa człowiek całkowicie pokonał śmierć (Takie ujęcie problemu jest całkowicie sprzeczne z nauczaniem Kościoła świętego – przyp. Wandei). Ze zrozumieniem przyjmował reformy Soboru Watykańskiego II, choć wolałby, aby przyświecały im idee Jakuba Maritaina: politycznie demokratyczno-liberalne, a dogmatycznie zachowawcze (neotomistyczne)(11). Tymczasem, jak powiedział Maritain: 'Kościół ukląkł przed światem’, konsekwencją czego stało się posoborowe zamieszanie (powyższe ujęcie poglądów Maritaina uważamy za co najmniej kontrowersyjne – przyp. Wandei).
Wasiutyński miał świadomość zagrożeń związanych przede wszystkim z wtargnięciem do Kościoła modernizmu i indyferentnego ekumenizmu. Jasno zdawał sobie sprawę, że 'nowa teologia’, m. in. głoszona przez Hansa Künga w gruncie rzeczy powtarza stare pomysły z okresu reformacji, których skutki okazały się fatalne dla kondycji protestantyzmu(l2). W niczym nie zmienił się jego stosunek do Kościoła w Polsce i do roli katolicyzmu w dziejach narodu polskiego. Był entuzjastą polskiego papieża Jana Pawła II, ale jednocześnie nie dał się zwieść pozornej potędze Kościoła w Polsce. Wielokrotnie sygnalizował płytkość i formalizm polskiego katolicyzmu, które w pełni ujawniły się – ku zaskoczeniu wielu mniej wnikliwych obserwatorów – dopiero po upadku komunizmu.
Jednakże krytyka płytkiego pojmowania wiary w najmniejszym stopniu nie oznaczała pogardy dla tradycyjnych form pobożności. W odróżnieniu od publicystów 'Tygodnika Powszechnego’ Wasiutyński dostrzegał niebezpieczeństwo dla Kościoła ze strony progresistów, nie tradycjonalistów, był niechętny elitaryzmowi i zdecydowanie pozytywnie postrzegał wzorzec 'Polaka-katolika’. Jak przystało na nieodrodnego przedstawiciela pokolenia żarliwie wyznającego wiarę katolicką i uczuciową więź z narodem, w 1992 roku, w jednym z nielicznych artykułów zamieszczonym na łamach 'Tygodnika Powszechnego’, Wasiutyński cytował słynną sentencję Dmowskiego o nierozerwalnym związku polskości z katolicyzmem. Jeżeli, jak twierdził Dmowski, 'usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu’, to zdaniem Wasiutyńskiego, idąca przez świat fala dechrystianizacji, w Polsce 'mogłaby się okazać śmiercią kultury narodowej, końcem odrębnego bytu. Fizycznie Polacy istnieliby nadal i mówili po polsku (…) ale straciliby żywą łączność z własną przeszłością’ (13). Podczas gdy publicyści 'Tygodnika Powszechnego’ ostrzegali przed ksenofobią narodową i 'triumfalizmem’ Kościoła, Wasiutyński wręcz przeciwnie, obawiał się zaniku świadomości narodowej i katolicyzmu.
PRZYPISY:
1. Wojciech Wasiutyński jest autorem dwóch książek podejmujących problematykę religijną: 'Milenium – tysiąclecie Polski chrześcijańskiej 966 – 1966′, Londyn 1964 oraz 'Ziemia jest ciałem niebieskim: myśli posoborowe’, Londyn 1972. Część twórczości publicystycznej, uprawianej ’ na przestrzeni kilkudziesięciu lat, dotyczy problematyki religijnej, głównie wymiaru społecznego: sytuacji Kościoła w Polsce, polityki Watykanu, zmian soborowych w Kościele powszechnym, przebiegu pielgrzymek papieskich, kondycji polskiego katolicyzmu etc.
2. W. Wasiutyński, 'Dynamizm katolicki młodego pokolenia’, 'Przegląd Powszechny’ nr 5/1937. Konstanty Turowski, 'Renesans katolicyzmu młodego pokolenia polskiego’, ibidem 1937 nr 7-8.
3. Antoni Dudek, Grzegorz Pytel, 'Bolesław Piasecki: próba biografii politycznej’, Londyn 1990, s. 49, 52, 71-72.
4. Jacek M. Majchrowski, 'Geneza politycznych ugrupowań katolickich’, Paryż 1984, s. 107-108.
5. W. Wasiutyński, 'Prawą stroną labiryntu: fragmenty wspomnień’, Gdańsk 1996, s. 103
6. Ibidem, s. 89.
7. W Wasiutyński, 'Z duchem czasu’, Warszawa 1936, s. 29-30.
8. W Wasiutyński, 'Prawą stroną…’, s. 166.
9. W. Wasiutyński, 'Jestem Polakiem’, art. w moich zbiorach.
10. W. Wasiutyński, 'Ziemia jest ciałem…’, s.9.
11. W. Wasiutyński 'Paweł Szósty’, 'Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza’, 27.01.1968;
12. W. Wasiutyński, 'Summa Hansa Künga’, 'Przegląd Powszechny’, art. w moich zbiorach.
13. W. Wasiutyński, Ojczyzna przeciw narodowi?’, 'Tygodnik Powszechny’ 1992 nr 14.
