Wandea i kontrrewolucja
’Nie walczyłem dla ludzkiej chwały. Jeśli nie zdołałem przywrócić ołtarzy i tronu, to ich przynajmniej broniłem. Służyłem memu Bogu, memu królowi i mej Ojczyźnie.’
Karol Melchior de Bonchamps, wódz Wandejczyków, na łożu śmierci.
10 marca 1793 r., ludność departamentu Wandea w zachodniej Francji, żarliwie katolickiej i rojalistycznej la Vandée, ruszyła do boju 'za Wiarę i króla’ przeciw rewolucyjnym władzom w Paryżu. ’Musimy walczyć, bo Republika nas zmiażdży. Rzeczą kobiet jest modlić się. My, mężczyźni, musimy się bić!’ – zadeklarował przywódca zrywu, Jakub Cathelineau.
* * *
Cztery lata wcześniej tłum podburzonych paryżan wziął szturmem Bastylię – stare królewskie więzienie – uwalniając siedmiu przebywających w nim kryminalistów. Radośnie fetowano owe ’ofiary despotyzmu’, z dumą obnoszono na pikach odrąbane głowy obrońców – żołnierzy z regimentu wojskowych inwalidów… Tak rozpoczęła się Rewolucja Francuska, zwana Wielką. Wydarzenia nabrały wkrótce tempa. W ciągu trzech lat obalono monarchię, proklamując powstanie Republiki. Z ogromną furią zaatakowano Kościół Katolicki. Zamordowano 3 tysiące duchownych, 40 tysięcy deportowano. Burzono i profanowano świątynie i klasztory. Na miejsce chrześcijańskiego kalendarza wprowadzono nowy, pogański.
Rozpoczęło się polowanie na prawdziwych i domniemanych wrogów Rewolucji. W ciągu kilku lat gilotyna – sławna 'brzytwa narodowa’ – ścięła siedemnaście tysięcy głów. 'Kontrrewolucjonistów’ zsyłano do obozów koncentracyjnych w Gujanie, zwanych 'suchą gilotyną’, w których umierało 70 deportowanych oraz do kazamatów na wyspie Ré, gdzie wskaźnik śmiertelności wśród więźniów dochodził do 50 . Wszędzie wybuchały krwawe pogromy – w jednej tylko 'masakrze wrześniowej’ (1792) w Paryżu z rąk rewolucyjnego motłochu poniosło śmierć 1400 osób, w tym 220 księży oraz wielu chorych, starców i niedorozwiniętych dzieci, wywleczonych z kościelnych szpitali i przytułków. W styczniu 1793 r. spod ostrza gilotyny spadła głowa 'obywatela Kapeta’ – króla Ludwika XVI. Niedługo potem władze ogłosiły przymusowy pobór 300 tysięcy rekrutów do swej armii, która miała rozpalić rewolucyjny pożar w całej Europie. Były to krople, które przelały kielich goryczy u szczerych katolików i monarchistów. Departament Wandea chwycił za broń.
* * *
Wandejczyków rozpalał duch prawdziwie religijnej krucjaty. Pomni tradycji wojen z protestantami z XVI i XVII wieku, w których zasłynęli nieugiętą walecznością, szli do boju odmawiając różaniec. Na piersiach nosili szkaplerze z Najświętszym Sercem Jezusa – które rychło stało się ich Symbolem. Przyjęli nazwę – Armia Katolicka i Królewska (Armée Catholique et Royale).
* * *
Rewolucyjne władze początkowo lekceważą 'bandytów z Wandei’. Niesłusznie – powstańcy atakują z niezwykłym męstwem, a ich postawa znajduje żywy oddźwięk w całym kraju. Do Wandejczyków dołączają szuani – chłopscy partyzanci z Bretanii i departamentu Mayenne. Mnożą się bunty i spiski rojalistów – ramię przy ramieniu walczą chłopi, szlachta i mieszczanie, zadając kłam propagandzie rewolucjonistów. Wkrótce wojna domowa ogarnia 53 departamenty.
Rządzący Francją Komitet Ocalenia Publicznego rzuca wszystkie siły do zdławienia rebelii. Zaostrza się terror – obsługa gilotyn pracuje bez wytchnienia. Po strajkach tkaczy w Lyonie, największym ośrodku przemysłowym Francji, stracono bądź deportowano 60 tysięcy robotników – połowę ludności miasta!
Przy odbijaniu z rąk rojalistów Tulonu szlify zdobywa Napoleon Bonaparte, naonczas kapitan artylerii w służbie Republiki. Żądny kariery przyszły 'cesarz Francuzów’ donosi uniżenie rewolucyjnym satrapom: '(…) brocząc jeszcze we krwi zdrajców, donoszę Wam z radością, że rozkazy Wasze spełnione, Francja pomszczona. Ani wiek, ani płeć oszczędzonymi nie były. Ci, których okaleczyły tylko armaty republikańskie, rozsiekani zostali mieczami wolności i bagnetami równości…’ Pod tym kwiecistym raportem widnieje podpis: 'Brutus Bonaparte, obywatel sankiulota…’
Zwolennik radykalnego komunizmu, Babeuf, postuluje, by przez wzmożoną akcję gilotynowania rozwiązać problem przeludnienia Francji oraz kłopoty z wyżywieniem ludności. Władze, najwyraźniej, stosują się do tej rady, a wśród wysłanych na szafot jest i Babeuf. W rewolucyjnej gorączce szczury zaczynają zagryzać się nawzajem – w iście gangsterskich porachunkach giną wszyscy ważniejsi przywódcy Rewolucji, w tym Danton i Robespierre. Ale dla Wandei nie ma to większego znaczenia. Na Wandeę wydano wyrok śmierci.
* * *
Zgodnie z rozporządzeniami władz 'wandejscy bandyci’ mają być wyjęci spod prawa, zabijani zaraz po schwytaniu. 1 sierpnia 1793 r. wchodzi w życie dekret o eksterminacji Wandei
’- Zniszczcie Wandeę, a uratujecie Ojczyznę – grzmi z rewolucyjnej trybuny mówca Barére. – Trzeba wyniszczyć doszczętnie tę buntowniczą rasę, podpalić ich lasy, ściąć zbiory, zniszczyć ich stada!’
Na Wandeę uderzają nieprzeliczone armie, w tym dwanaście budzących grozę 'kolumn piekielnych’ generała Turreau. Miasta i wioski buntowniczego departamentu wycinane są w pień. Po raz pierwszy w nowożytnych dziejach ateistyczno-pogańskie państwo realizuje planowo ludobójstwo swych katolickich poddanych. Żołnierze republikańscy rozpruwają brzuchy ciężarnym kobietom, obnoszą dzieci na ostrzach bagnetów, rozcinają szablami noworodki, a ich dowódcy paradują w spodniach uszytych ze skóry Wandejczyków. Rewolucjoniści zatruwają studnie arszenikiem, na szeroką skalę stosują też gazy trujące, a przysłani przez Paryż 'naukowcy’ eksperymentują nad gospodarczym wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu… Rewolucjonista Carrier, po utopieniu w Loarze pięciu tysięcy skazańców, stwierdza z zachwytem: ’- Cóż za rewolucyjny potok z tej Loary!’
* * *
A Wandea broni się, zachwycając męstwem i rycerską postawą. Z czasem walka staje się coraz brutalniejsza – przerażające okrucieństwo sług Rewolucji wywołuje chęć odwetu. Po bitwie pod Chemille, kiedy to rozgromiono republikańską armię generała Berruyera, tłum zbrojnych w topory Wandejczyków udaje się do stodoły, zamienionej w prowizoryczny obóz jeniecki; czterystu schwytanych rewolucjonistów ma spotkać okrutna kaźń. Nie spotka – jeden z wandejskich wodzów, Maurycy d’Elbée, staje na drodze swych żołnierzy. Przypomina dawno wypowiedziane słowa: ’- I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom!’ W stodole zapada cisza, przerywana tylko szeptami przerażonych jeńców. ’-Jako i my odpuszczamy!’ – powtarza z mocą d’Elbée. Powstańcy wycofują się; jeńców uwolniono. Tego samego Maurycego d’Elbée, wziętego potem do niewoli, bezlitosna Rewolucja wyśle przed pluton egzekucyjny…
* * *
Insurekcja upada, choć ostatnie grupy nieprzejednanych walczyć będą po lasach do 1800 r. Przywódcy Powstania nie żyją – Cathelineau i la Rochejacquelein polegli w walce; d’Elbée, Stafflet i de Charette zostają rozstrzelani; de Bonchamps umiera z odniesionych ran – przed śmiercią prosi swych żołnierzy o darowanie życia 5 tysiącom jeńców.
Republikański generał Westermann, zwany Rzeźnikiem, donosi z dumą Paryżowi: ’Nie ma już Wandei, obywatele republikanie. Wraz ze swymi kobietami i dziećmi zginęła pod naszą wolną szablą. (…) Zgodnie z rozkazami, któreście mi dali, miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które nie będą już rodzić bandytów. My nie bierzemy jeńców (…) litość to nie jest rewolucyjna sprawa’.
* * *
W wojnie domowej, zapoczątkowanej powstaniem w departamencie Wandea, życie straciło ponad 400 tysięcy osób. Gdy doliczymy jeszcze ofiary Terroru, wojen rewolucyjnych i imperialnych, okaże się, że Rewolucja przyniosła śmierć dwóm milionom samych tylko Francuzów.
* * *
Departament Wandea legł w zgliszczach. Cena za wierność Kościołowi i koronie okazała się straszna. Czy zatem warto było stanąć do walki przeciw okrutnemu przeciwnikowi, bez szans na zwycięstwo?
Podziw dla rycerskiego przeciwnika, współczucie dla pokonanego wroga – nieobce były nawet niektórym republikańskim oficerom.
– Ileż heroizmu na próżno! – ubolewają po schwytaniu, skazanego potem na śmierć, wandejskiego wodza, Franciszka de Charette.
– Nic nie idzie na próżno! – odpowiada nieugięty Charette. – Nigdy!
Virtual Vendée’s Editorial Note:
Tekst opublikowano pierwotnie w piśmie 'Wzrastanie’ [ w lutym 2002 ]. Polecamy również prywatną stronę autora – http://www.krzyzowiec.prv.pl
