Rozdział IX
Srebrny wiek karlizmu
Stało się już prawie regułą, że zmiana na legitymistycznym 'tronie’ zbiegała się w czasie z dramatycznymi wstrząsami w życiu politycznym i społecznym Hiszpanii. 14 kwietnia 1931 roku opuścił kraj, acz bez dokonania formalnej abdykacji, król Alfons XIII; nazajutrz sformowany został przez ugrupowania centrolewicowe Rząd Tymczasowy, który proklamował Republikę. Rozpoczął się najtragiczniejszy okres w dziejach Hiszpanii, chociaż najgorsze – masowy czerwony terror – miało dopiero nadejść.
Od samego początku zapłonęły jednak kościoły i klasztory (w ciągu pierwszego tylko tygodnia około stu). Minister (a późniejszy premier) Azańa, interpelowany w tej kwestii, odpowiedział pogardliwie, iż „wszystkie kościoły Hiszpanii nie są warte życia nawet jednego republikanina”1.”W czerwcu wypędzono z kraju prymasa Segurę i wszystkich jezuitów. W październiku tegoż roku Azańa chełpił się, iż „Hiszpania przestała być katolicka”2. Uchwalona 9 grudnia 1931 roku republikańska Konstytucja całkowicie laicyzowała państwo, likwidowała (bez wymieniania nazwy) zakon jezuitów, wprowadzała rozwody oraz zakaz nauki religii, przyznawała państwu prawo do ekspropriacji i nacjonalizacji własności prywatnej. Było oczywiste do czego to wszystko prowadzi: od demoliberalizmu i wojującego antyklerykalizmu, poprzez anarchię i socjalizm 'demokratyczny’, do totalitarnego bolszewizmu.
Dokładnie w tym samym czasie – 2 października 1931 roku – umiera, po dokonanej uprzednio rodzinnej rekoncyliacji z obalonym przez Republikę kuzynem3, 'Jakub III’. Jako że zmarł bezpotomnie, prawa do Korony i tronu przeszły teraz na jego, podeszłego wiekiem (i dotkniętego głuchotą), stryja – księcia San Jaime, Alfonsa Karola Ferdynanda Józefa Jana Piusa, który został teraz dla legitymistycznej Hiszpanii Alfonsem-Karolem I, a dla legitymistycznej Francji Karolem XII.
Nowy Pretendent miał już 82 lata, urodził się bowiem w 1849 roku, i miał za sobą piękną, heroiczną przeszłość. Od 18 roku życia służył w obronie Państwa Kościelnego jako żuaw papieski; gdy 23 września 1870 roku Garibaldi wtargnął do Rzymu, książę Alfons-Karlos był w pierwszym szeregu obrońców przy Porta Pia, i został tam ranny. Rok później ożenił się z córką innego królewskiego wygnańca – portugalskiego Dom Miguela, Marią de las Nievas, i zamieszkał z nią w Bawarii, ale gdy tylko wybuchła III Wojna Karlistowska, stawił się natychmiast pod banderę swego starszego o rok brata. Jako dowódca wojsk powstańczych w Katalonii odznaczył się szczególnie podczas oblężenia Cuency w czerwcu 1874 roku. Po upadku powstania zamieszkał w austriackim Grazu, a od 1898 w Paryżu. Gdy upadła monarchia Alfonsa XIII, przybył do Sewilli, ale natychmiast został stamtąd ekspulsowany.
Mimo podeszłego wieku i kalectwa, nie był Pretendentem 'malowanym’, lecz przejawiającym dużą aktywność i zyskującym powszechną sympatię godnym reprezentowaniem ciążącej na nim tradycji. W ogłoszonym tuż po objęciu sukcesji „Manifeście”4 proklamował przekształcenie ruchu karlistowskiego we Wspólnotę Katolicko-Monarchistyczną /”Comunión Católica Monárquica”/, chcąc zapewne w ten sposób uwypuklić naczelne wartości tradycji hiszpańskiej w tak dramatycznym momencie. Ważny dla jego partyzantów był już oczywiście sam fakt zakończenia rozłamu w obozie karlistowskim; po śmierci i Vázqueza de Melli, i Don Jaime`go, nie było już powodu do utrzymywania się podziału, ale i tak sam proces 'sfuzjowania’ obu grup wymagał delikatności i taktu. Nie mniejsze uznanie przyniosła Alfonsowi-Karlosowi jego wielkoduszność, objawiająca się wyciągnięciem dłoni do też już pozbawionego tronu Alfonsa XIII, chociaż pojednanie na płaszczyźnie prywatno-rodzinnej nie rozwiązało sprawy dynastycznej i monarchiści nadal pozostali rozbici na legitymistycznych „alfonso-carlistos” i 'lojalistycznych’ „alfonsinos”.
Trudne czasy, wymagające jednoznacznych decyzji i rozstrzygnięć, weryfikują rzeczywistą wartość ludzi i idei. Tak było i tym razem. Nagle okazało się, że Wspólnota zepchnięta od stu lat na margines życia publicznego jest jednym z najsilniejszych, a na pewno najbardziej zwartych ideowo i etycznie bastionów oporu przeciwko niszczycielskiemu huraganowi, rozpętanemu nad Hiszpanią. Dlatego właśnie okres II Republiki i Krucjaty można określić jako 'srebrny wiek’ karlizmu, jego 'drugą młodość’. Szczęśliwie dla Wspólnoty jej kierownictwo znalazło się też w tym samym czasie w bardzo energicznych, prawych i rozumnych dłoniach. Wyjątkową, wręcz charyzmatyczną postacią był zwłaszcza Manuel José Fal Conde – jej faktyczny szef od początku lat 30., a formalny od 1934 roku; frakcji parlamentarnej karlistów przewodził natomiast Tomás Domínguez Árévalo, hrabia de Rodezno (1883-1952).
Fal Conde był Andaluzyjczykiem, i to jego pochodzenie, a także prężny rozwój Wspólnoty w tej prowincji, zadają kłam obu szeroko rozpowszechnionym stereotypom: o lewicowości Andaluzji i o ograniczeniu oddziaływania karlizmu li tylko do prowincji północno-zachodnich. Urodził się w 1894 roku. Uczył się u jezuitów w Badajoz, studia prawnicze ukończył w Sewilli, doktorat uzyskał na Uniwersytecie Centralnym. Po studiach prowadził kancelarię adwokacką w Sewilli oraz wykładał prawo i historię w kolegiach i seminariach. Jego związek z organizacjami i prasą katolicką Andaluzji datuje się od 1917 roku. Fala – ojca siedmiorga dzieci – cechował niezwykle żarliwy, nawet jak na Hiszpana i tradycjonalistę, katolicyzm; również w warunkach frontowych przystępował codziennie do Komunii św., a dla karlistowskich 'czerwonych beretów’ /”boinas rojas”/ napisał specjalny modlitewnik5.
W 1930 roku przystąpił do „Comunión Tradicionalista” i wkrótce (1933) został jej szefem regionalnym. Zorganizował andaluzyjskie oddziały „requetés” i utworzył dziennik 'La Unión’, którego redakcję objął doświadczony dziennikarz i historyk tradycjonalizmu6 – Domingo Tejera y de Quesada (1881-1944). Pismo zostało zresztą wkrótce zamknięte przez reżim republikański, a lokal redakcyjny zdemolowali 'nieznani sprawcy’. Najwyższe uznanie Pretendenta – wyrażone powierzeniem mu szefostwa Wspólnoty na całą Hiszpanię – przyniosło Falowi doprowadzenie do zjednoczenia karlistów z Partią Integrystyczną /”Partido Integrista”/, kończące półwiekowe rozbicie ruchu tradycjonalistycznego – akurat w stulecie jego istnienia7. Dodajmy, że na czele Partii Integrystycznej stał cały czas od śmierci Ramóna Nocedala (tj. od 1907 roku) Bask Juan de Olazábal Ramery (1863-1937), a 'wianem’ wnoszonym przez integrystów do karlizmu była nie tylko organizacja i ludzie, ale również prestiżowe pismo 'El Siglo Futuro’ i wydawnictwo Editorial Tradicionalista.
Fal Conde był nie tylko dynamicznym działaczem, ale i ważnym ideologiem karlizmu, akcentującym jego samorzutny, ludowy i narodowy charakter. „Karlizm – „mawiał „- nie przychodzi z góry, ale z dołu; jest to ruch ludowy – i w tym jego siła. Nie jest on partią polityczną, ale wspólnotą”8. Gdy zaś idzie o pryncypia, to przypominał, że: „Jesteśmy tradycjonalistami zarówno w dziedzinie społecznej, jak w dziedzinie politycznej. Z tego też powodu nie jesteśmy ani za monarchią absolutną, ani za monarchią konstytucyjną, lecz za suwerennością króla rządzącego wespół z korporacjami”9. Nie ujmując nic Fal Conde`mu jako teoretykowi, trzeba jednak stwierdzić, że najważniejszym myślicielem karlistowskim tego okresu był nie on, lecz Victor Pradera y Larumbe.
Pradera był sporo starszy od pokolenia przywódcówkarlizmu za czasów II Republiki, lecz swoje zasadnicze przemyślenia opublikował dopiero w tym czasie, w głośnej książce zatytułowanej „Nowe Państwo /El Estado Nuevo”/10. Miał jednak bogatą przeszłość polityczną. Nawaryjczyk, urodził się w 1873 roku w Pampelunie, gdzie ukończył także Szkołę Inżynieryjną Dróg, Kanałów i Mostów, natomiast prawo w Madrycie. Jako reprezentant „Comunión „posłował wielokrotnie (z Guipúzcoa) do zgromadzenia prowincjonalnego Nawarry i Kraju Basków, a czterokrotnie (1899, 1901, 1918, 1934) do Kortezów państwowych z Tolosy i Pampeluny. Ponadto, w 1931 roku był kandydatem do Kortezów koalicji karlistów z nacjonalistami baskijskimi, ale sprzeciwił się nadaniu Krajowi Basków Statutu Autonomicznego. W 1933 roku został też wybrany przedstawicielem Nawarry do Trybunału Gwarancji Konstytucyjnych, lecz już po miesiącu usunięto go stamtąd bezprawnie pod naciskiem lewicy. Był wreszcie prezesem honorowym Rady Kultury Tradycjonalistycznej.
Zwolennik szerokiej koalicji sił narodowych, wymierzonej w tych, którzy kontynuując 'wielkie herezje polityczno-religijne oświecenia’ dążą do zniszczenia społeczeństwa cywilnego, współpracował z kierowaną przez Ramira de Maeztú Akcją Hiszpańską /”Acción Espańola”/, a nawet wyrażał się przychylnie (co było pośród karlistów rzadkością) o programie narodowo-syndykalistycznej Falangi Hiszpańskiej /”Falange Espańola”/ i jej charyzmatycznym przywódcy José Antonio Primie de Riverze.
Jako teoretyk Pradera zaprezentował całościową wizję ustrojową Państwa Narodowego. Punktem wyjścia tej koncepcji była teza, iż Konstytucja pisana jest wprawdzie najwyższym ludzkim prawem pozytywnym, ale posiadającym prawomocność i rację bytu jedynie w respektowaniu rzeczywistości narodowej – ducha konkretnej, historycznie uformowanej wspólnoty. Tego zaś warunku nie spełniają konstytucje wywodzące się z Rewolucji Francuskiej, oderwane od uczuć narodu i tradycji narodowej, oraz narzucone państwom przez wykorzenione elity liberalne. Wszystkie ustawy i kodeksy powinny opierać się o rozpoznanie zasad tradycyjnych i prawa zwyczajowego; w szczególności zaś Konstytucja musi zasady te prezentować w formie organicznej i doktrynalnej. Konstytucja zgodna z duchem tradycyjnej, katolickiej monarchii hiszpańskiej, musi być monarchiczno-reprezentacyjna, przy czym chodzi tu o reprezentację prowincjonalno-municypalną i korporacyjną, a nie indywidualistyczno-partyjną. Dlatego wykluczona być musi sprzeczna z prawdą bytu demokracja liberalna, która, w gruncie rzeczy, 'NIE JEST (…); jest niebytem’ /”La democracia […] NO ES […] es un no ser”/11.
Zasadą fundamentalną państwa hiszpańskiego były zawsze, przeto muszą być nadal, prawa Kościoła Katolickiego. Państwo jest także zobowiązane do ochrony praw osób, zawodów i syndykatów, to znaczy do poszanowania autonomii rodziny, korporacji i prowincji12, wszelako bez uszczuplania zwierzchnictwa (suwerenności) władzy ogólnopaństwowej. Partie polityczne, jako sztuczne wytwory społeczeństwa zatomizowanego i nieorganicznego, przesłaniają rzeczywisty obraz wspólnoty narodowej, zatem ich istnienie jest zbędne. Realna i podstawowa suwerenność narodu musi być złożona jako depozyt w efektywnym organie wspólnoty, którym jest Szef Państwa /”Jefe del Estado”/, przy czym suwerenność państwa rozumiana jest nieodłącznie od podporządkowania jej jedynemu celowi władzy, tj. służbie dobru Narodu. Forma polityczna szefostwa /”jefatura”/ może być w Hiszpanii tylko monarchiczna, ale to znaczy również: tradycyjna i charakterystycznie hiszpańska; nie chodzi bowiem o monarchię jakąkolwiek, lecz związaną prawami fundamentalnymi Królestwa. Ma to być ustrój zapewniający jedność, niezależność (i od oligarchii i od plebiscytarnej większości), kontynuację, ale też przedmiotowe ograniczenie zakresu władzy administracyjnej, ponieważ atrybuty rządu /”gobierno”/ nie są absolutne, lecz przydane mu przez króla, i jako takie mogą być przezeń cofnięte.
W monarchii reprezentacyjnej Szef Państwa jest wychowawcą Narodu, ale i pierwszym sługą Ojczyzny; władcą prawdziwym, ale dobrowolnie i koniecznie ograniczającym swoją „potestas”, bo nie ma ani intencji ani potrzeby bycia tyranem. W koncepcji tradycjonalistycznej władza jest jedna i niepodzielna, wcielona w organ jednoosobowy i wyposażony w autorytet, co wyraża tytuł Suwerena /”Soberano”/, przysługujący szefowi Państwa; natomiast trzy są nie 'władze’, lecz funkcje władzy: legislacyjna (podzielona między Kortezy i Szefa Państwa), wykonawcza w rządzie pod zwierzchnictwem Szefa, i sądowa – wyłącznie w Trybunałach, jak organach niezależnych. Suweren jest nieodpowiedzialny prawnie i politycznie. Kortezy organiczne są reprezentacją sekcji: zawodów i terytoriów. Zadaniem korporacji jest rozwiązywanie napięć społecznych, a samorządu terytorialnego – narodowościowych. Autor „Nowego Państwa „nie był atoli zwolennikiem korporacjonizmu przymusowego i narzuconego odgórnie (jak w faszystowskich Włoszech), lecz liczył na dobrowolną ku niemu konwersję społeczeństwa i państwa.
Pradera z radością witał po 1931 roku perspektywę rekoncyliacji w Domu Burbońskim, uważając, iż nie ma jedności hiszpańskiej bez jedności dynastycznej. Jego doktrynę ustrojowo-polityczną wysoko oceniał generał Franco, który po wojnie napisał przedmowę do pism zbiorowych tego myśliciela13.
Karliści nie mieli żadnych złudzeń co do kierunku zdarzeń zapoczątkowanych proklamowaniem Republiki i od razu przeszli do ostrej opozycji, piętnując zwłaszcza represje wymierzone w Kościół14. Wymowny był pod tym względem na przykład cykl artykułów Olazábala na łamach 'La Unión’ – „Nowi Dioklecjanowie”. Fal Conde zaś od początku był zdania, że powstanie przeciwko antykatolickiej tyranii jest nieuchronne, a marksizm, jako śmiertelne zagrożenie dla duszy hiszpańskiej, musi być zdruzgotany. Nie wierzył także w sens opozycji parlamentarnej, ani w dłuższe utrzymanie się nawet zjednoczonej prawicy u władzy drogą wyborów, gdzie poglądy i sympatie zmieniają się z dnia na dzień, a emocje osiągają stan wrzenia, podsycany oliwą demagogii; jako konsekwentny wróg demokracji odmówił nawet przyjęcia uzyskanego mandatu deputowanego.
Przywódcy karlizmu – Fal Conde i hr. Rodezno – tworzyli wraz z generałem J. Sanjurjo Sacanell kierownictwo sprzysiężenia, które w sierpniu 1932 roku doprowadziło do wybuchu powstania w Sewilli; po jego stłumieniu natomiast znaleźli się w więzieniu w Guadalajara, uwolnieni dopiero przez rząd centroprawicowy, utworzony po wyborach w październiku 1933 roku. Olazábal natomiast był łącznikiem pomiędzy karlistami a monarchistami 'obediencji’ alfonsowskiej z ugrupowania „Renovación Espańola „(Odnowa Hiszpańska). Mimo to, karliści do końca strzegli swojej odrębności organizacyjnej i nie przystąpili (podobnie jak, na drugim krańcu ideowym obozu narodowego, falangiści) do utworzonego przez José`go Calvo Sotelo i A. Goichoecheę Bloku Narodowego /”Bloque Nacional”/, który był kolejną próbą zjednoczenia hiszpańskiej prawicy.
Partido Integrista – Sanjurjo Sacanell
PRZYPISY:
1 Cyt. za: M. J. Chodakiewicz, „Zagrabiona pamięć: Wojna w Hiszpanii 1936-1939.” Warszawa 1997, s. 33.
2 Ibid., s. 34.
3 Zob. „Pacto de Terratet”, 12 IX 1931 [w:] HTE, t. XXIX, s. 288-289.
4 „Carta Manifiesto al Marqués de Villores”, 12 X 1931 [w:] HTE, t. XXX, vol. 2, s. 8-10.
5 „Devocionario del Requeté.” Dla rozpoznania stylu duchowości przepajającej ów modlitewnik warto przytoczyć fragment: „Urodziliśmy się, aby umrzeć: każda śmierć jest dobra, jeśli nam otwiera wrota Niebios. „Natomiast rannemu „requeté” autor zalecał: „Zażądać spowiednika. Jeśli pomoc ta jest niemożliwa, uczynić akt skruchy doskonałej i oddać się z zaufaniem Bożemu miłosierdziu” – cyt. za: J. Giertych, op. cit., s. 278-79.
6 Zob. tegoż autora: „Los parásitos del Trono”, Sevilla 1930; „Historia del Tradicionalismo espańol”, Sevilla 1943.
7 Zob. Don Alfonso-Carlos, „Manifiesto en el centenario del Carlismo”, 16 III 1933 [w:] HTE, t. XXX, vol. 2, s. 29-30.
8 cyt. za: J. Giertych, op. cit., s. 322.
9 Ibid., s. 320-21.
10 Pamplona 1935; zob. także id., „Un católico en la vida pública de principios de siglo”, Madrid 2000.
11 Cyt. za: A. Wielomski, op. cit., s. 9 (Odmówienie demokracji znamion ontycznej rzeczywistości dowodzi filozoficznego platonizmu Pradery).
12 Regiony winny być społecznościami 'suwerennymi wewnętrznie’ /”las sociedades infrasoberanos”/.
13 Zob. „Obras completas”, t. 1-2, Madrid 1945.
14 Zob. J. C. Penas Bernaldo de Quirós, „El Carlismo, la República y la Guerra Civil (1936-1937). De la conspiración a la Unificación”, Madrid 1996.
