[…] Trudno pisać o sylwetkach tych męczenników, gdyż ich życie wyznaczone rytmem codziennych obowiązków nie odbiegało od życia im współczesnych. Na próżno więc doszukiwalibyśmy się ekstaz, uczonych traktatów, nowych prądów myślowych czy nadzwyczajnych cudów, bo największym cudem była ich męczeńska śmierć, do której dojrzewali przez codzienność wypełnioną wiarą i praca. […]
br. Marek Urbaniak FSC*
Za Boga i Kościół
Męczennicy francuscy 1789 – 1800, 1871
Ludzka pamięć jest zawodna i raczej wybiórcza, także jeżeli chodzi o pamięć narodów. Do tej pory powszechne oburzenie budzą totalitaryzmy hitlerowski i komunistyczny, które przyczyniły się do niespotykanego w dziejach ludobójstwa. Dziwi więc fakt, iż tak jednoznacznych opinii i odczuć nie budzi tzw. wielka rewolucja francuska, która do tej pory jest przedstawiana jako ważny zwrot w dziejach narodów i całej ludzkości. A przecież to w czasie tej rewolucji, niosącej rzekomo równość, wolność i braterstwo, zginęło tysiące osób, które śmiały uważać inaczej niż przywódcy, twierdzący, że „nie ma wolności dla wrogów wolności”.
Jak zwykle w takich wypadkach jednym z pierwszych podmiotów skazanych na wyeliminowanie z życia społeczeństwa był Chrystusowy Kościół. Ataki na chrześcijaństwo przybrały takie rozmiary, ze słusznie okres rewolucji można uznać za prześladowania religijne. Dla wielu stanowi to wstydliwy problem, i to tak bardzo, że za wszelką cenę starają się zaprzeczać faktom lub tłumaczyć je wyższą koniecznością albo, w najlepszym wypadku, pomijać milczeniem. Na szczęście katolickie martyrologium jest niepodważalnym, bo udokumentowanym teologicznie i historycznie, świadectwem cierpień licznych chrześcijan tego okresu.
Dlatego warto, choćby pobieżnie, zapoznać się z tak licznym gronem świadków wiary. Aby lepiej zrozumieć kontekst męczeństwa błogosławionych francuskich, przypatrzmy się jednej z najbardziej haniebnych rewolucji świata.
Prześladowanie Boga i Jego Kościoła
Zanim oficjalnie rozpoczęła się rewolucja, już pojawiały się symptomy zapowiadające otwartą walkę z Kościołem katolickim. Sytuacji takiej sprzyjało wieloletnie osłabianie Kościoła przez ataki masonerii, encyklopedystów i działaczy pokroju Woltera. Nie bez znaczenia było też zepsucie moralne panujące w wyższych sferach, nie wyłączając dworu królewskiego, gdzie rządziły kolejne faworyty. Były również chwalebne wyjątki, ale albo ich nie zauważano, albo eliminowano1. Niestety także w kręgach kościelnych zabrakło ludzi z charyzmą, którzy nie tylko broniliby Kościoła przed wrogami, ale i doprowadzili do jego wewnętrznej odnowy2. Liczba duchowieństwa i klasztorów nie zawsze szła w parze z gorliwością. Pociechą jest, ze im dalej od zepsutych ośrodków wielkich miast, tym przywiązanie do wiary było żywsze i bardziej szczere.
Nie będziemy tu przedstawiać całego podłoża rewolucji ani kolejnych jej etapów, jedynie krótko ukażemy jej antyreligijne aspekty[3].
Tuż po rozpoczęciu rewolucji miały miejsce zamieszki. Agresja skierowana była przeciw księżom i zakonnikom. Samego 14 lipca 1789 r. po „zdobyciu” Bastylii powieszono kilku duchownych i arystokratów, którzy nie przejawiali radości z powodu okrucieństw rewolucjonistów4. Tego samego roku motłoch wdarł się do domu braci szkolnych w miejscowości Uzes i wyrzucił przez okno starego i schorowanego br. Rafała Pataillot, któremu jeden z napastników odciął ucho i nosił je potem jako trofeum. Ciężko poturbowanego przeniesiono do hospicjum, ale mimo czynionych zabiegów po trzech dniach zmarł. Rok później w podobnych rozruchach zabito w Nîmes pięciu kapucynów. Były to konsekwencje słów propagandy głoszącej, że księża są winni wszystkich nieszczęść Francji i dlatego nie potrzeba przedstawiać im żadnych dowodów winy.
Fizyczne napaści szły w parze z antykościelnymi ustawami. Zabroniono składania ślubów zakonnych, a następnie życia wspólnotowego, co było następstwem rozwiązania wszystkich klasztorów i domów zakonnych5. Liczne dzieła szpitalne, charytatywne i edukacyjne prowadzone przez zgromadzenia uległy upaństwowieniu, co doprowadziło ostatecznie do ich ruiny. Znacjonalizowano cały kościelny majątek. W końcu zabroniono noszenia habitów i sutann.
Inną próbą rozbicia Kościoła od wewnątrz było powołanie do istnienia Kościoła narodowego. Nie było to trudne, wziąwszy pod uwagę nastroje gallikańskie6, jakie od dawna były żywe w niektórych kręgach katolickich. Kryterium przynależności stanowiło złożenie przysięgi przez duchowieństwo na Konstytucję cywilną, uchwaloną 12 lipca 1790 r. (oficjalnie potępioną przez papieża rok później), do której podpisania zmuszono króla Ludwika XVI. Odmowa jej złożenia była równoznaczna ze śmiercią lub prześladowaniem, a na pewno ze skazaniem siebie na życie w nędzy, gdyż państwo, zagarnąwszy wszystkie majątki i beneficja kościelne, płaciło pensje tylko zaprzysiężonym. Początkowo wymagano jej jedynie od księży, później od wszystkich zakonników i zakonnic. I tak dla Kościoła rzymskokatolickiego we Francji rozpoczął się okres katakumb.
Trzeba przyznać, że nie zabrakło księży i biskupów, którzy – w dobrej czy złej wierze, a często ze strachu – szli na kompromis z państwem7. Jak pokazała historia, to ostanie było zmienne i podejrzliwe, dlatego wystarczył cień wątpliwości i zaprzysiężony trafiał pod nóż gilotyny. Byli i tacy którzy przysięgę składali z pewnymi zastrzeżeniami lub po jakimś czasie ją odwoływali. Księży przymuszano do zawierania związków małżeńskich i błogosławienia takowych. Zredukowano ilość biskupstw ze 144 do 83, aby pokrywały się z terenami departamentów, a stolice biskupie i probostwa obsadzano ludźmi wybieranymi przez obywateli (czyt. zwolenników rewolucji), także innych wyznań, żydów i ateistów. Wymaganą przysięgę złożyło 7 biskupów i ok. 40% księży, inni woleli cierpieć i dochować wierności Stolicy Apostolskiej, wielu udało się na emigrację[8].
Okazało się, że nie wystarcza utworzenie niezależnego od Rzymu Kościoła, chciano całkowicie usunąć Boga z życia obywateli. Jeden z przedstawicieli otwarcie wyznał, że nie wystarczy zabić tyrana ciał (króla), ale trzeba to samo zrobić z tyranem dusz (Chrystusem). Gdy jednak okazało się to niemożliwe, postanowiono zaprowadzić kult Istoty Najwyższej, co w praktyce oznaczało nowy kalendarz z podziałem na dekady (tak chciano zniszczyć świętowanie niedzieli),oraz swoistą religijność i moralność, a raczej jej brak. Tych rewolucyjnych „dobrodziejstw” zaznały jeszcze Belgia, Holandia, Szwajcaria, Hiszpania, Włochy i austriacki Tyrol, gdzie na bagnetach niesiono „wolność, równość, braterstwo”. Także tam dochodziło do powstań skierowanych przeciw francuskim „wybawicielom” i co ciekawe, ich inicjatorami był „jęczący w okowach monarchii i fanatyzmu religijnego” lud. Chociaż okres terroru zakończył się w 1794 r., to nadal trwały ataki na Kościół.
Prześladowania dotknęły również Namiestnika Chrystusowego – Piusa VI. Ponieważ opowiedział się po stronie państw walczących przeciw Francji, wojska republikańskie dowodzone przez Napoleona9 zajęły Państwo Kościelne i Rzym (1798 r.), a papieża uwięziły najpierw w Sienie, później we Florencji. Poniżany, maltretowany, bez należytej opieki lekarskiej ponad 80-letni Pius VI zmarł 29 sierpnia następnego roku w Walencji w drodze do Francji, stając się w ten sposób bezkrwawym męczennikiem – pasterzem, który dzieli los ze swoim cierpiącym stadem. W jego urzędowym akcie zgonu napisano „Pius VI i ostatni”. Podobny los spotkał kolejnego Następcę Piotrowego – Piusa VII, który był więziony przez dwa lata (1812 – 1814) w Fontainebleau, gdyż nie chciał przystać na schizmatyckie żądania Bonapartego[10].
Faktem bezspornym jest, że rewolucja z całą zajadłością niszczyła katolicyzm i była wymierzona w Kościół jako „siedlisko fanatyzmu, zabobonów i monarchii”. Dlatego też osoby duchowne i przekonani katolicy świeccy byli głównymi podejrzanymi i skazywanymi na śmierć; mówi się wręcz o polowaniach na księży. Sławne i chwalebne powstanie wandejskich chłopów było oddolną reakcją na zabranie ludowi Boga i króla. Z tym większą nienawiścią zostało stłumione. Można powiedzieć, że było to pierwsze w historii zaplanowane ludobójstwo. Wszystkie środki eksterminacji, jakie rewolucjoniści wykorzystywali, mogłyby się równać z tymi stosowanymi w czasie II wojny światowej i późniejszymi (jak twierdzą znawcy problemu różni je jedynie korzystanie z osiągnięć technicznych przez totalitaryzmy XX wieku). Oprócz osławionego szafotu mamy łapanki, rozstrzeliwania, okaleczanie, nieludzkie więzienia, systematyczną czystkę, robienie z ludzkiej skóry butów i rękawiczek, a z ciał pomordowanych mydła i innych tłuszczów, użycie trujących gazów i zatruwanie źródeł wody i pożywienia. W celu zaoszczędzenia amunicji i przyspieszenia eksterminacji wymyślono noyady zwane chrztem republikańskim. Polegały one na tym, iż grupę ludzi zganiano na podziurawione statki, a kiedy znajdowały się na głębinie, wyjmowano zabezpieczenia i w ten sposób uwięzionych topiono. Iście szatańskim pomysłem były też tzw. małżeństwa republikańskie. Związywano razem, twarzą do siebie, nagiego chłopca i dziewczynę lub księdza i zakonnicę, a następnie wrzucano ich do rzeki, gdzie znajdowali śmierć. Na porządku dziennym były gwałty dziewcząt, kobiet i sióstr zakonnych oraz topienie niemowląt. Wszystko, co przypominało o starej religii i ustroju, było niszczone, m.in. gilotynowano posągi królów zdobiące fasady katedr. Profanowano krzyże, figury, obrazy, relikwie świętych, groby. W kościołach urządzano pijatyki i orgie, szat i naczyń liturgicznych używano do bluźnierczych procesji, bezpowrotnie zniszczono lub uszkodzono wiele dzieł sztuki11. Oprócz aktów czystego wandalizmu były to też „lekcje poglądowe” udowadniające, że Bóg nie istnieje, skoro pozwala na coś takiego. Tym bardziej winniśmy podziw dla bohaterskich obrońców wiary i tych, którzy w tych warunkach, pośród takiego terroru dochowali Bogu i Kościołowi wierności aż po męczeńską śmierć12.
Błogosławieni męczennicy
Procesy beatyfikacyjne religijnych ofiar okrucieństwa rewolucji mogły rozpocząć się dopiero po zakończeniu tejże i unormowaniu sytuacji gospodarczej, społecznej i kościelnej w państwie francuskim, co nie przyszło łatwo i szybko, zważywszy na coraz to nowe szykany wymierzone w katolików. Gdy gromadzono wymagane do przewodu kanonizacyjnego dokumenty, okazało się, że wiele z nich zostało zniszczonych, i to celowo, aby uniknąć przewidywanych konsekwencji dla sprawców prześladowania. Mimo to udało się doprowadzić do dziewięciu beatyfikacji, podczas których chwały ołtarzy dostąpiło 438 osób. Beatyfikowani stanowią niewielki procent męczenników tego okresu, ale w intencji Kościoła są oni reprezentantami całości, którą w ten sposób chce on upamiętnić. Grono to zasadniczo składa się z duchownych, zakonników i sióstr zakonnych, ale nie brak w nim także sporej grupy świeckich, wśród której dominują… kobiety (nie są wyjątkami przypadki, kiedy ginęli razem bliscy krewni lub matki z dziećmi). Trudno pisać o sylwetkach tych męczenników, gdyż ich życie wyznaczone rytmem codziennych obowiązków nie odbiegało od życia im współczesnych. Na próżno więc doszukiwalibyśmy się ekstaz, uczonych traktatów, nowych prądów myślowych czy nadzwyczajnych cudów, bo największym cudem była ich męczeńska śmierć, do której dojrzewali przez codzienność wypełnioną wiarą i praca. Po tej linii poszli też hagiografowie, skupiając się bardziej na epilogu niż na szczegółach ich życia. Poniższa prezentacja ukaże męczenników w kolejności wynoszenia ich na ołtarze. Scharakteryzujemy krótko każdą grupę, poświęcając nieco więcej miejsca niektórym osobom. Cechą wspólną tych błogosławionych jest to, że swoją śmierć przyjmowali w duchu wiary, z pogodą, często ze śpiewem, przebaczając katom, którzy niejednokrotnie dzięki temu nawrócili się i pozostawili relacje o tych wydarzeniach i bohaterstwie swoich ofiar.
Karmelitanki bose z Compiegne
Najbardziej bodaj znaną grupą ofiar francuskich prześladowań są karmelitanki bose z Compiegne. Stało się to może nie tyle ze względu na fakt, że jako pierwsze z całej rzeszy zostały beatyfikowane, ile z powodu sztuki G. Bernanos Dialogi karmelitanek, która posłużyła następnie do nakręcenia filmu i skomponowania opery opiewających męczeństwo tych zakonnic. Choć dzieło to ma niezaprzeczalne walory literackie i duchowe, nie jest pozbawione wątków fikcyjnych. Mimo to niewątpliwie przyczyniło się do upowszechnienia kultu męczeństwa szesnastu błogosławionych. Karmelitański klasztor w Compiegne utrzymywał od samego początku swej fundacji żywe kontakty z dworem wersalskim, przez co od razu stał się podejrzany w oczach przywódców rewolucji. Urząd przeoryszy w tych niełatwych czasach pełniła m. Teresa od św. Augustyna. Ta niepospolita paryżanka, urodzona w 1752 r. w rodzinie mieszczańskiej, przed wstąpieniem do zakonu nazywała się Maria Magdalena Lidoine. Karmelitańska wspólnota liczyła wówczas 19 zakonnic i 2 tercjarki, żyjące przy klasztorze, choć poza klauzurą.
Jak we wszystkich klasztorach, także w Compiegne zakonnice przeżyły rzekome „wyzwolenie”, jednak żadna nie chciała opuścić murów swego „więzienia”, wręcz przeciwnie, każda deklarowała gotowość życia i śmierci w klasztorze. Czasowo pozostawiono je we względnym spokoju, aż w święto Podwyższenia Krzyża w 1792 r. wygnane zostały z klasztoru. Chociaż podzielone na trzy grupy, nadal prowadziły zakonny styl życia, zachowując w miarę możności przepisy reguły; łącznikiem wspólnoty była przeorysza. To ona wystąpiła z inicjatywą złożenia ślubu męczeństwa w intencji ustania prześladowań Kościoła i za Francję. Ofiara została przyjęta, gdyż wkrótce wszystkie siostry aresztowano13 i uwięziono, co równało się wyrokowi śmierci. Za winę uznano wzmianki w ich korespondencji o nabożeństwie szkaplerznym, a także posiadanie antyrewolucyjnych godeł – obrazków Serca Jezusa. Dnia 12 lipca 1794 r. przewieziono je do Paryża pośród obelg i wrzasków rewolucjonistów. Odczuwały tam brak najpotrzebniejszych rzeczy, ale budowały otoczenie swoją postawą gotowości na męczeńską śmierć. Wyrazem duchowej radości był ułożony przez nie w tych warunkach hymn religijny śpiewany na melodię Marsylianki.
Przed trybunałem stanęły 17 lipca o godz. 10, zarzucano im przechowywanie broni dla emigrantów (tzn. wrogów rewolucji), utrzymywanie z nimi korespondencji i fanatyzm. Były to sztandarowe zarzuty, które odparła m. Teresa. Ukazała ona krzyż i oświadczyła, że jest to jedyna broń jaką kiedykolwiek posiadały. Następnie wyjaśniła, iż utrzymywała listowny kontakt ze swoim spowiednikiem przebywającym na emigracji, ale dotyczył on jedynie tematyki duchowej. Kiedy wyjaśniono im, że przez fanatyzm rozumie się ich przywiązanie do wiary, wspólnie okazały zadowolenie. Wyrok był przesądzony z góry, po jego wysłuchaniu karmelitanki wzajemnie sobie gratulowały męczeństwa. Oczekując na śmierć, odmawiały oficjum za zmarłych. Kiedy zakończyły, zabrano je na wóz i przewieziono na miejsce egzekucji. Ubrane były w habity i białe chórowe płaszcze. Przełożona uprosiła katów, aby mogła być ścięta jako ostatnia, by umacniać i błogosławić swe siostry. Karmelitanki tak jak w czasie przejazdu, tak i teraz śpiewały Miserere, Laudate Dominum, Salve Regina i Veni Creator na oczach osłupiałego tłumu. Pierwszą, która klęknęła przed przeoryszą u stóp szafotu, była najmłodsza s. Konstancja Meunier – nowicjuszka (29 l.). Według relacji świadków wyglądała jak „królowa idąca po swój diadem”. Po niej wstępowały kolejne siostry, odnawiały swoje śluby, otrzymywały błogosławieństwo, aż śpiew zamilkł, gdy zabito m. Lidoine. Dziesięć dni później zakończył się okres terroru. Ciała niewinnych wrzucono do dołu razem z innymi zabitymi w tym czasie. Obecnie znajduje się tam cmentarz, a miejsce spoczynku niewinnych znaczy prosty pomnik. Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w 1896 r. Ich beatyfikacji dokonał św. Pius X 27 maja 1906 r., kiedy we Francji znowu dochodziły do głosu antyreligijne nastroje. Liturgiczne święto przypada w dies natalis – 17 lipca – dzień po patronalnym święcie zakonu karmelitańskiego Matki Bożej z Góry Karmel.
Męczennice z Cambrai i Valanciennes
Następną grupą beatyfikowaną są męczennice z Cambrai14 i Valanciennes. Choć zginęły w różnych miastach, dniach i należały do różnych zakonów, to połączył je fakt męczeństwa za wiarę i wspólne wyniesienie na ołtarze. Pierwszą podgrupę stanowią cztery szarytki z Arras, którym przewodziła jako służebna (przełożona) s. Maria Magdalena Fontaine. Swoją opieką otaczały chorych i ubogich z miasta, nawet wtedy gdy rozpętało się piekło rewolucji, ale kiedy po raz drugi odmówiły złożenia przysięgi konstytucyjnej, uwięziono je i przewieziono do Cambrai. Tam miejscowy trybunał skazał je na szafot. Zginęły za wierność Bogu i Kościołowi 26 czerwca 1794 r. Po beatyfikacji ich wspomnienie wyznaczono na dzień następny.
Urszulanki z Valanciennes prowadziły swoją szkołę tak długo, jak to było możliwe w niespokojnych czasach rewolucji. Aby uchronić wspólnotę przed pewną śmiercią, przełożona m. Klotylda Paillot czyniła starania o wyjazd za granicę. Plany te pokrzyżowało aresztowanie sióstr i ich przywiązanie do m. Klotyldy, której nie chciały opuścić. W międzyczasie do grupy urszulanek przyłączyły się dwie brygidki i jedna klaryska, których wspólnoty zostały rozpędzone. Czas uwięzienia wypełniały modlitwą i wzajemnym umacnianiem się na przyjęcie łaski męczeństwa. Pierwszych pięć sióstr skazano na śmierć i zamordowano 17 października 1794 r. Kolejne stanęły na szafocie sześć dni później. Przed egzekucją śpiewały Miserere, litanię do Matki Bożej i Te Deum. „Umieram za Wiarę i religię katolicką, apostolską i rzymską, której nauczałam, ponieważ po to został założony mój Zakon” – tak brzmiały ostatnie słowa bohaterskiej przełożonej, która jako pierwsza oddała życie, dając przykład męstwa dla pozostałych. Zbieranie dokumentacji do beatyfikacji rozpoczęto w 1874 r., natomiast akt wyniesienia na ołtarze 15 męczennic miał miejsce 13 czerwca 1920 r. Błogosławione urszulanki czci się 23 października.
Męczennice z Orange
Także podczas trzeciej beatyfikacji wyniesiono na ołtarze 32 zakonnice – męczennice z Orange. Akta watykańskie jako „liderkę” tej grupy wymieniają s. Ifigenię od św. Mateusza de Gaillard (32 l.), sakramentkę z Bollene. Ze wspomnianym miastem były związane prawie wszystkie albo przez fakt narodzin, albo życie w jednym z tamtejszych klasztorów. Po zamknięciu zakonnych konwentów grupa sióstr wynajęła dom, gdzie nadal prowadziły życie zgodne ze swoim powołaniem; udawało im się to ponad półtora roku. W kwietniu 1794 r. zostały aresztowane i przewiezione do Orange, gdzie dołączyły do nich inne aresztowane zakonnice.
Przerzucano je z jednego więzienia do drugiego, aż ogłoszono wydany z góry wyrok. I tak od 6 do 26 lipca, niemal każdego dnia, kolejno wstępowały na szafot, aby dać świadectwo wiary. Czyniły to z pogodą ducha, modląc się i śpiewając, często z uśmiechem na ustach. Jako ostatnia zginęła m. Elżbieta Teresa od Serca Jezusa de Consolin, przełożona urszulanek, która została aresztowana jako pierwsza z całej grupy. Najmłodsza z męczenniczek miała 24 lata, a najstarsza 75 lat. Wkrótce po ścięciu Robespierre’a (28 lipca) ustał terror i 10 pozostałych sióstr zostało zwolnionych. Ciała niewinnie zamordowanych zakonnic spoczęły razem z innymi 300 ofiarami niedaleko miasta. Dziś stoi tam kaplica-sanktuarium. Kroki zmierzające do beatyfikacji podjęto w 1904 r. Dnia 10 maja 1922 r. 16 urszulanek, 13 sakramentek, 2 cysterki i 1 benedyktynka zostały ogłoszone błogosławionymi, 9 lipca wyznaczono na dzień ich dorocznej pamięci w liturgii.
Męczennicy paryscy
Najliczniejsza jak do tej pory beatyfikacja ofiar rewolucji miała miejsce 17 października 1926 r. Chwały ołtarzy dostąpili wtedy męczennicy paryscy, zwani także wrześniowymi lub „u karmelitów”, w liczbie 191 osób. Zastęp ten składa się z 3 biskupów, 179 księży diecezjalnych i zakonnych, 2 diakonów, 1 kleryka, 1 brata zakonnego i 5 świeckich. Im wszystkim duchowo przewodził abp Jan Maria du Lau d’Alleman z Arles, choć zginęli w różnych miejscach stolicy – kościele Karmelitów, opactwie św. Germana, seminarium św. Firmina i więzieniu „La Force”. Oczywiście ofiar było znacznie więcej (1400 osób, w tym 225 duchownych) także w innych miejscach Paryża. Spośród błogosławionych 94 poniosło śmierć u karmelitów.
Już od ponad dwóch tygodni byli tam więzieni w warunkach urągających wszelkim humanitarnym wymogom. Wszyscy oni trafili tam jako niezaprzysiężeni, czyli wrogowie ludu. Początkowo obiecywano im deportacje, ale w miarę upływu czasu stało się jasne, że czeka ich śmierć. Dnia 2 września 1792 r., w niedzielę po południu rozjuszony tłum dokonał prawdziwej masakry tych osób: strzelano do nich, cięto szablami, przebijano pikami, uderzano toporami, maczugami i pałkami; działo się to zarówno wewnątrz kościoła, jak i na przyległym doń terenie.
O okrucieństwie może świadczyć, że br. Abraham Isteve, będący także więźniem, zdołał się uratować, ale przeżył taki wstrząs, że nigdy nie odzyskał zdrowia psychicznego. W dawnych budynkach klasztornych (obecnie Instytut Katolicki) do dziś można oglądać zakrwawiona posadzkę w miejscu, gdzie po mordzie złożono narzędzia zbrodni, a skromna tabliczka informuje Hic ceciderunt (Tu padli). Ciała męczenników wrzucono zbiorowo do dołów. Taki sam los spotkał więźniów w innych miejscach stolicy, niektórzy zmarli z powodu ran dnia następnego. Pamiątkę ich wszystkich Kościół obchodzi 2 września.
Ks. Natalis Pinot i ks. Piotr Renat Rogue
Niejako echem beatyfikacji męczenników paryskich było wyniesienie na ołtarze 31 października tego samego roku ks. Natalisa Pinota. Był proboszczem w Louroux-Béconnais (diec. Angers) i kiedy odmówił złożenia przysięgi konstytucyjnej, a na dodatek potępił swojego biskupa za jej złożenie, musiał opuścić parafie. Razem z wandejskimi powstańcami powrócił do swojej owczarni, wkrótce jednak sytuacja się zmieniła i był zmuszony pełnić swą posługę potajemnie. Na początku lutego 1794 r. został schwytany, gdy ubrany w szaty liturgiczne przygotowywał się do odprawienia Mszy św. Wyrok był do przewidzenia – śmierć. Egzekucji dokonano 21 tegoż miesiąca. Ks. Pinot przed śmiercią założył te same szaty, w których był zatrzymany. Wstępując na stopnie szafotu zaintonował antyfonę na wejście Introibo ad altare Dei („Przystąpię do ołtarza Bożego”); przed ścięciem zdjęto jednak z niego ornat; miał 47 lat.
Kolejny błogosławiony to ks. Piotr Renat Rogue. Całe jego życie jest ściśle związane z rodzinnym miastem – Vannes. Tam przyszedł na świat w 1758 r. i wstąpił do diecezjalnego seminarium, które prowadzili lazaryści. Cztery lata po otrzymaniu święceń wstąpił do zgromadzenia św. Wincentego a Paulo i rozpoczął posługę wykładowcy kleryków. Jak wielu innych, także on odmówił złożenia przysięgi i musiał się ukrywać. W samą wigilię 1795 r. został zatrzymany, gdy spieszył z wiatykiem do chorego. Następnego roku skazano go (w obecności matki) na śmierć i dwa dni później, tj. 3 marca, wyrok wykonano. Jego beatyfikacja odbyła się 10 maja 1934 r.
Męczennicy z Laval
Dnia 19 czerwca 1955 r. Pius XII wyniósł do godności błogosławionych następną grupę – męczenników z Laval, wszyscy zginęli w 1794 r. Trzynastu kapłanów zgilotynowano 20 stycznia, pochód ten zamykał ks. Jan Chrzciciel Turpin du Cormier, miejscowy proboszcz kościoła Św. Trójcy, uznany za najbardziej winnego.
5 lutego zginął gwardian franciszkanów konwentualnych, o. Jan Chrzciciel Triquerie oraz 2 zakonnice. Półtora miesiąca później – 20 marca – ścięto s. Joannę Véron, ciężko chorą przywieziono pod gilotynę na fotelu. S. Monika Maria Lhulier oddała życie 25 czerwca. Uzasadnieniem wyroku było naruszenie skonfiskowanych dóbr szpitala (pozbawionych większej wartości) prowadzonego przez jej kongregację. Ks. Jakub Burin prowadził w ukryciu duszpasterstwo wiernych Kościołowi, aż wpadł w zasadzkę i zginął zastrzelony 17 października.
Męczennicy z Angers
Janowi Pawłowi II, który w naszych czasach wielokrotnie przywoływał pamięć męczenników, było dane dwa razy przewodniczyć beatyfikacjom ofiar rewolucji francuskiej. Grupa błogosławionych męczenników z Angers liczy 99 osób, wszystkim przewodzi proboszcz, ks. Wilhelm Repin (85 l.), oprócz niego znajduje się w tym gronie 10 księży. Trzy zakonnice to: Maria Anna Vaillot i Otylia Baumgarten, szarytki, śpiewające w drodze na śmierć litanię do NMP oraz Rozalia Verdier, benedyktynka, która przed egzekucją zachwyciła motłoch śpiewem psalmów i pieśni. Pozostałe osoby to ludzie świeccy, w przeważającej większości kobiety. Petryna Sailland zginęła po swoich 3 córkach, które umacniała na duchu, rozdawszy uprzednio resztę swej biżuterii katom. Taki sam los spotkał Renatę Girault i jej trzech nieletnich synów (najmłodszy miał 9 lat). Sentencje wyroków były często absurdalne: szerzenie fanatyzmu (religijnego oczywiście), podejrzenie o „arystokratyzm”. Śmierć groziła za uczestnictwo w procesjach lub Mszach odprawianych przez niekonstytucyjnych duchownych, ukrywanie takowych. Ludwika Dean została wydana przez mężczyznę, którego ukrywała w czasie przejściowego pobytu wandejczyków w mieście. Wszyscy oni ginęli ścinani lub rozstrzeliwani, miejsca ich egzekucji potomni nazwali Polem Ofiar i Polem Męczenników. Aby pokazać ogrom rewolucyjnego rozmachu, wystarczy wspomnieć, że tylko od 2 grudnia 1793 r. do 12 stycznia następnego roku zginęło w mieście aż 2700 osób. Beatyfikacja 19 lutego 1984 r. objęła jedynie tych, co do których udało się zebrać wymaganą dokumentację i potwierdzić, że śmierć była zadana z powodów religijnych. Liturgia czci tych bohaterskich świadków 1 lutego.
Męczennicy z Rochefort
Ostatnia ceremonia beatyfikacyjna odbyła się 1 października 1995 r. Tego dnia Kościół uroczyście potwierdził męczeństwo 61 księży i zakonników oraz 3 braci zakonnych. Nazywa się ich męczennikami z Rochefort lub z pontonów15. Początkowo niekonstytucyjnych duchownych więziono i doprowadzano do portu w Rochefort, gdzie umieszczono ich na więziennych barkach. Według obietnic miano skazańców deportować do Gujany francuskiej, aby tym sposobem pozbyć się ich z kraju. Niestety, statki odbiwszy od brzegu, zostały zablokowane przez flotę angielską, zarzuciły kotwice i tak pozostały do końca okresu terroru. Dla 827 osób stały się one prawdziwymi więzieniami, w których 542 straciło życie, i to w przeciągu dwunastu miesięcy na przełomie 1794/95 r., niektórzy nie przeżyli nawet miesiąca. Biskup miejscowej diecezji (La Rochelle) wyznaczył swego wikariusza dla zatrzymanych w osobie ks. Jana Chrzciciela Souzy, jego też stawia się na czele grupy beatyfikowanych z tego grona.
Życie na pontonach było ciągłą udręką: brak pożywienia, tłok, zaduch, pasożyty, choroby, szykany i wszelkie upokorzenia były chlebem powszednim męczenników. Zabroniono im nawet modlitwy, za którą karano, zabrano wszelkie przedmioty kultu, jak różańce, modlitewniki i brewiarze, pozbawiono ich wszelkich książek i przyborów piśmienniczych. Na statkach brakowało nawet wody pitnej. Swoją odzież prali w wodzie morskiej, która nie dość, że niszczyła ubrania, to powodowała rany. Nawet nocą nie mieli spoczynku, ponieważ nad ich głowami, na pokładzie, urządzano wtedy pijatyki i zabawy. W niektóre dni wykorzystywano ich do noszenia ciężkich towarów lub do czyszczenia pokładów. Codzienne budzono ich, wrzucając do beczek ze smołą rozgrzane żelazo, które wytwarzało gryzący dym. Strażnicy obłudnie mówili, że to w celach dezynfekcyjnych; wielu więźniów pluciem krwią przypłacało taki „zabieg higieniczny”.
Wszystko to, a zwłaszcza skazanie na bezczynność intelektualną, miało na celu psychiczne złamanie więźniów. Jednak ich duch okazał się silniejszy od słabości ciała, bo nawet w takich warunkach wznosili się oni na szczyty heroizmu, jak chociażby wtedy, gdy w czasie epidemii z poświęceniem wzajemnie się pielęgnowali. Niektórzy z nich rozwijali intensywne życie duchowne – o. Sebastian François, kapucyn, umarł w ekstazie, klęcząc z rozkrzyżowanymi ramionami, półotwartymi ustami i oczami wzniesionymi ku niebu (jego widok wzruszył nawet strażników). W zachowanym dokumencie, w którym są zapisane postanowienia więźniów, widać ogromne zaufanie Bogu, zdanie się na Jego wolę i przebaczenie prześladowcom. Swój pobyt na tych piekielnych pontonach pojmowali jako „ofiarę całopalną składaną na ołtarzu wzniesionym przez Opatrzność między falami morza”. Ciała większości męczenników, nagie, przemieszane z wapnem, pochowane bez jakiejkolwiek modlitwy, znalazły spoczynek na dwóch wysepkach Aix i Madame, gdzie urządzono prowizoryczne szpitaliki dla zarażonych. Po ustaniu prześladowań religijnych miejsca te stały się sanktuariami męczenników. Heroiczne świadectwo wierności i przebaczenia przetrwało w pamięci potomnych i dlatego w 1910 r. wszczęto proces informacyjny. W czasie beatyfikacji Ojciec św. wyznaczył dzień 18 sierpnia na liturgiczne wspomnienie nowych błogosławionych.
Z okazji 200-lecia wydarzeń rewolucyjnych odbyło się wiele uroczystości ku czci wspomnianych błogosławionych męczenników. Cieszy fakt, że mimo zafałszowania prawdy o rewolucji trwa pamięć o jej ofiarach i ich cześć. Przejawem tej ostatniej są nawrócenia, uzdrowienia i różne łaski doczesne uproszone za wstawiennictwem tych świadków wiary. Potrzeba jednak udokumentowanego całkowitego uzdrowienia z ciężkiej choroby, aby doprowadzić do kanonizacji. Tylko wtedy w całym Kościele stałby się możliwy kult francuskich męczenników. W tej sprawie wiele osób wysłało petycje do Stolicy Apostolskiej. W Polsce męczennicy francuscy są mało znani, brak też kompetentnych opracowań im poświęconych, a ich pamięć nie wychodzi poza kręgi działających u nas rodzin zakonnych, do których błogosławieni należeli.
Kandydaci na ołtarze
Według oficjalnego wykazu Index ac status causarum z 1999 r. watykańska kongregacja rozpatruje 13 spraw męczenników francuskich z lat 1790 – 1800, w sumie 541 osób. Także wśród nich znajdujemy biskupa, księży, zakonników, siostry zakonne i ludzi świeckich – mężczyzn i kobiety. Pewnym hagiograficznym unikatem jest toczący się od 1947 r. proces Luizy Minaud i 110 Towarzyszy i Towarzyszek, którymi są… dzieci, i to w wieku poniżej 7 lat. Wszystkie one zginęły w kościele razem z pozostałymi w miasteczku ludźmi. Ich „przywódczyni” wspomniana wyżej Luiza, miała dopiero 15 dni (!). Gdyby doszło do ich beatyfikacji, byłyby one drugą, po św. Młodziankach z Betlejem, męczeńską grupą czczonych dzieci. Łączy je fakt poniesienia śmierci za Chrystusa, choć przyjęty w sposób nie do końca świadomy.
Jak wszystkie procesy historyczne (oparte na dokumentach, a nie relacjach żyjących świadków), sprawy męczenników francuskich posuwają się wolno, także z uwagi na ogrom aktualnie rozpatrywanych spraw w Rzymie. Można jednak mieć nadzieję, że w niedługim czasie dojdzie do wyniesienia na ołtarze przynajmniej trzech osób, których procesy zostały niedawno rozpoczęte lub wznowione, są to: ks. Franciszek Filiol (1764 – 1793), o. Piotr Adrian Toulorge (1757 – 1793), norbertanin i s. Małgorzata Rutan (1736 – 1794), szarytka.
Oprócz wspomnianych postaci trzeba przypomnieć także osobę ks. Amadeusza Bertoncelli, Włocha z Towarzystwa Maryi. Ten bolończyk urodzony w 1771 r. działał duszpastersko w Wiedniu. W czasie ucisku papiestwa za panowania Napoleona – „godnego” spadkobiercy idei rewolucyjnych i gallikańskich – został wysłany przez austriackiego cesarza z pismem do Piusa VII. Zatrzymano go jednak i na rozkaz Bonapartego rozstrzelano 16 września 1809 r. w Ankonie; w niektórych kręgach odbiera prywatną cześć jako męczennik.
Powtórka z historii – Komuna Paryska
Bez wątpienia Komuna Paryska jest bliźniaczą siostrą rewolucji francuskiej, chociaż, dzięki Bogu, nie dorównała jej w masowości ofiar16. Mimo niektórych różnic mają wspólny punkt styczny w nienawiści Kościoła i jego przedstawicieli. Tym samym komuna wpisała się w „narodową tradycję” prześladowań katolicyzmu. W czasie toczącej się wojny między Prusami a Francją cesarz Napoleon III dostał się do niewoli. Wroga armia po oblężeniu zajęła francuską stolicę i wtedy doszło do wybuchu powstania robotniczego, kierowanego przez radykalnych przeciwników Kościoła. W latach 30. i 60. XX w. rozpoczęto pięć procesów beatyfikacyjnych duchownych, którzy zostali zabici przez komunardów po wcześniejszym uwięzieniu. Na szczeblu rzymskim wszystkie te procesy połączono w jeden.
Na ich czoło wysuwa się 58-letni abp Paryża Jerzy Darboy, rozstrzelany jako zakładnik 24 maja 1871 r. Był gorliwym pasterzem, zabiegającym o rozwój katolickiego szkolnictwa. Mimo tego ulegał jednak pewnym wpływom gallikańskim, co objawiło się na soborze watykańskim I (1870 r.), kiedy znalazł się w grupce przeciwników papieskiej nieomylności. W tym wypadku kierował się bardziej względami politycznymi niż teologicznymi, ostatecznie jednak podporządkował się uchwałom soborowym i stosowny dokument podpisał. W czasie oblężenia Paryża niósł wszelkiego rodzaju pomoc najbardziej potrzebującym. Pozostawił po sobie pokaźną spuściznę literacką.
Spośród pozostałych męczenników należy wspomnieć przełożonego jezuitów o. Piotra Olivaint, który zginął z czterema swoimi współbraćmi, o. Władysława Radigue i trzech sercanów białych[17], o. Rafała Captier i trzech dominikanów nauczających18 oraz o. Mateusza Planchat, wincentyna19. Jak dotąd są to ostatni męczennicy francuscy, którzy ponieśli śmierć z rąk współrodaków (choć szykanowano Kościół, a zwłaszcza zakony, praktycznie do wybuchu I wojny światowej). Po nich spotykamy jedynie ofiary prześladowań hitlerowskich, których sprawy kanonizacyjne są prowadzone20.
* * * * * *
Każda rewolucja czy wojna znaczy swoim piętnem dzieje kraju, kontynentu, świata. Zazwyczaj w takich okolicznościach wielu chrześcijanom przyszło oddać życie (bezpośrednio lub nie) za Boga i swoje religijne przekonania. Era nowożytna, liczona od francuskiej rewolucji, pokazuje, iż tak jak przy narodzinach naszej cywilizacji, tak i później tworzą ją i towarzyszą jej święci męczennicy, których nigdy nie brakuje. Rewolucja francuska ukazała, do jakich podłości może posunąć się naród odrzucający Boga i Jego prawo. W pewnym sensie ukazała także słabości ówczesnej pierwszej córy Kościoła. Jednak jeszcze bardziej pokazała, że wiary nie można wyrwać z duszy żadnymi ustawami i prześladowaniami, że zdrowe sumienie zawsze będzie nakazywało „bardziej słuchać Boga niż ludzi”, że im bardziej atakuje się osłabiony Kościół, tym większą płodnością on się wykazuje, a męczeńska krew dokonuje jego oczyszczenia. Nie można nie pokusić się o wniosek, że to dzięki męczennikom tego okresu Francja pozostała katolicka, a Bóg obdarzył ją szczególnymi łaskami świętości, jak i maryjnych objawień, np. na ul. du Bac w Paryżu, w La Salette czy Lourdes. To wszystko stanowi dziedzictwo, które wskazuje dzisiejszym katolikom francuskim, choć nie tylko im, drogę wewnętrznej odnowy – wierność prawom Bożym i synowskie oddanie Stolicy Apostolskiej. A o męczennikach – tych znanych z imienia, jak i anonimowych – trzeba pamiętać i przywoływać ich świadectwo dla następnych pokoleń nie tylko jako przestrogę, ale bardziej jeszcze jako świetlane wzory ludzi wiary.
Cywilizacja nr 6/2003
http://www.cywilizacja.ien.pl
