Linczownicy z Krakowa
Zorganizowana przez redakcję „Tygodnika Powszechnego” krakowska debata, poświęcona „Pasji” Mela Gibsona, miała swój niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju urok. Jako żywo przypominała niegdysiejsze wiece, na których wyrażano „jedynie słuszne” tezy, „potępiano odchylenia” tudzież „dawano odpór wrogowi”…
W istocie owa „dyskusja” brzmiała niczym zgodny chór naśladowców pewnego wybitnego przedstawiciela amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, pana Charlesa Lyncha. Jak pamiętamy, sędzia Lynch zalecał swym wielbicielom (tak zwanym linczownikom), by z oskarżonymi postępować wartko i skutecznie, nie bawiąc się w zbędne ceregiele, takie jak zapewnienie podsądnemu prawa do obrony.
W trakcie debaty ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, ogłosił wszem i wobec, iż „Pasja” jest wypaczeniem ducha ewangelicznego. Wyeksponowanie przez reżysera tortur, jakim był poddany Zbawiciel, ma podobno „wykrzywiać perspektywę”. Wprawdzie przed kilkoma miesiącami kardynał Dario Castrillón Hoyos, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, stwierdził z zachwytem, że „Pasję” powinni obejrzeć wszyscy kapłani świata. Widać jednak ksiądz kardynał nie przewidział reakcji jednej ze swych owieczek…
Kolejna dyskutantka, Agnieszka Holland, reżyserka, ogłosiła „Pasję” kiczem, pełnym bezmyślnego okrucieństwa. Skatowany Jezus kojarzył się jej wyłącznie ze „skrwawionym pulpetem” (!!!). Miało się nieodparte wrażenie, iż pani Agnieszka pragnie przeciwstawić pętakowi Gibsonowi swój własny, głęboko ukryty przed oczami motłochu, reżyserski geniusz.
Stanisław Krajewski, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, miał reżyserowi za złe, że tak jednoznacznie podzielił swych bohaterów na dobrych i złych. „- Z tego mogą być konsekwencje, których ja się obawiam” – ubolewał mówca.
Pamiętając, kto jest organizatorem spotkania, byłem ciekaw, czy któryś z dyskutantów nie wypali, że skoro to Żydzi krzyczeli: „- Ukrzyżuj Go!” – to widać mieli ku temu jakieś uzasadnione racje. I nie zawiodłem się! Profesor Władysław Stróżewski, filozof, gromiąc „Pasję” ile wlezie, zabłysnął wielce odkrywczą myślą, że żydowski arcykapłan, żądający śmierci Jezusa, też przecież miał, za swego punktu widzenia, słuszne powody!
Ba! Dla pana profesora może to będzie odkryciem Ameryki, ale Hitler, Stalin i cała reszta menażerii łotrów, podejmujących mordercze decyzje – również kierowała się racjami, ze swego punktu widzenia, całkowicie słusznymi…
Dalibóg, w tym zgodnym chórze potępień zabrakło mi jedynie przedstawiciela ludu pracującego miast i wsi, najlepiej prostej kobieciny w robociarskim drelichu, która by recytowała do mikrofonu formułkę: „- My, szwaczki polskie, protestujemy przeciwko antysemickiej wymowie filmu Mela Gibsona”
Światowe tchnienia
„Tygodnik Powszechny”, pismo lubiące określać się katolickim, nieraz zadziwiał maluczkich pomysłami wielce awangardowymi, co wnosiły światowe tchnienia (bądź wyziewy…) w prowincjonalny polski zaścianek. Niedorżnięci przez komunę kombatanci, niegdysiejsze „zaplute karły reakcji”, musieli czuć się nieswojo, znajdując w „Tygodniku” teksty pana Wolickiego, drzewiej funkcjonariusza UB… Rodzice, wychowawcy, katecheci – co sporo czasu zmitrężyli, wkładając do dziecięcych głów prawdę o szkodliwości pornografii – z niedowierzaniem wybałuszali oczy, poznając szczegóły twórczości niejakiego pana Pilcha, który to pan Pilch pisywał tak w „katolickim”, podobno, „Tygodniku”, jak i w pornograficznym, niewątpliwie, „Hustlerze”… Gdy zaś wspominam spory, w których jedną stroną byli Polacy, bądź katolicy (papież, prymas, karmelitanki etc.), a drugą przedstawiciele Narodu Wybranego – „Tygodnik Powszechny”, jeśli mnie pamięć nie myli, zawsze brał stronę Żydów. Zupełnie tak, jakby kryterium prawdy na tym świecie stanowiło pochwalne skinienie kogoś z kręgu „Gazety Wyborczej” bądź miesięcznika „Midrasz”.
Taaak… Wielce czcigodny ksiądz Adam Boniecki, „Tygodnika Powszechnego” redaktor (z rzędu naczelnych), i jeszcze poprzednik jego na tym stanowisku, nieboszczyk Jerzy Turowicz, słuszne mogą mieć powody do dumy, bo publicystyce katolickiej nadali wymiar niewątpliwie nowy (przynajmniej w naszym kraju), z katolickością dotąd nie kojarzony…
Mój Boże, i gdzież są nasi biskupi, szczególnie ci elokwentni, medialni, tak zapamiętale zwalczający eurosceptyczną prawicę? Dlaczego milczą?!
Bal cudzołożnic
O księdzu Bonieckim krąży w podwawelskim grodzie złośliwy dowcip. Pewnej nocy, we śnie, miał mu się objawić anioł, zapowiadający kolejny spór polsko-żydowski.
– Moja opinia w tej kwestii będzie dokładnie taka, jak redakcji „Gazety Wyborczej” i naszych Starszych Braci – zadeklarował natychmiast dobrodziej.
– Jakże to? – zdumiał się skrzydlaty posłaniec. – To nie masz już własnego zdania?
– Owszem, mam swoje zdanie – przyznał z ociąganiem zacny redaktor, wszakże natychmiast dodał: – Jednak wcale się z nim nie zgadzam!
***
W ubiegłym roku redakcja „Tygodnika” uznała za stosowne uhonorować Medalem św. Jerzego, przesłuchiwanego właśnie przez sejmową komisję śledczą, Adama Michnika. Ksiądz Boniecki przyznając, że napływają doń listy oburzonych czytelników, ripostował: „- Przyznanie Medalu św. Jerzego nie oznacza beatyfikacji. W zarzutach rozgniewanych ludzi słyszę dalekie echo dawnego Jada z grzesznikami i zadaje się z cudzołożnicami „.
Żaden z komentatorów nie zwrócił uwagi na fakt, iż naczelny „Tygodnika Powszechnego” raczył właśnie porównać się do Chrystusa, redaktora Michnika zaś – do pań lekkich obyczajów.
