„Przeraża nas, nierycerskich ludzi, grożące niebezpieczeństwo, które chociaż bez wątpienia jest okropnym, nie jest przecież tak nadzwyczaj wielkim, ażeby miało zachwiać naszą stałość w obronie Wiary, Świętego Obrazu i własnego dobra. My przynajmniej niektórzy mamy to stałe przedsięwzięcie unikać obcowania z heretyckim narodem, którego tyrańskim panowaniem niecnie się brzydzimy.”
Przeor Augustyn Kordecki, Jasna Góra, grudzień 1655 r.
Andrzej Solak
http://www.krzyzowiec.prv.pl
Twierdza
W grudniu 1655 r. na zamku w Krzepicach umierał w strasznych męczarniach jego aktualny rezydent. Pułkownik Horn, oficer wojsk szwedzkich okupujących polskie ziemie, przybył tu z dalekiego kraju po własną śmierć. Ciężko ranny podczas oblężenia jasnogórskiego klasztoru, prosił Boga o łaskę – o rychły zgon. Dusza nie chciała jednak opuścić udręczonego ciała.
Podbój Rzeczypospolitej przez regimenty króla Szwecji Karola Gustawa miał wszelkie cechy niepohamowanego kataklizmu. Zgnuśniała, oglądająca się jedynie za własnym interesem polska szlachta nie była w stanie zorganizować skutecznego oporu. Kraj, jeszcze niedawno niekwestionowana potęga w tej części Europy, upadł zalany morzem nieprzyjaciół. Wszędzie stanęły garnizony obcego wojska. Pułkownik Horn, z zasłużonej szwedzkiej familii, mianowany został gubernatorem Krzepic.
Brutalne postępowanie żołnierzy szwedzkich wywoływało ostre konflikty. Jedną z najważniejszych przyczyn zatargów były różnice wyznaniowe. Protestanccy okupanci z osobliwym upodobaniem profanowali katolickie obiekty kultu.
8 listopada 1655 r. dwustu szwedzkich rajtarów, pod wodzą czeskiego awanturnika, hrabiego Weyharda Wrzesowicza, próbowało zająć duchową stolicę Polski – klasztor na Jasnej Górze. Napastnicy zastali zamknięte bramy; z zemsty spalili zabudowania przy kościele św. Barbary. Cztery dni później Wrzesowicz ponownie najechał posiadłości klasztorne.
18 listopada nadciągnęły główne siły nieprzyjaciela. Jenerał Burchard Miller wiódł 1600 żołnierza – Szwedów, Finów, Niemców i posłusznych im Polaków, oraz 8 dział. W następnych tygodniach, mimo poniesionych strat, liczebność wojsk Millera wzrosła do 3200 ludzi. Znalazł się wśród nich gubernator krzepicki, pułkownik Horn.
Jenerał Miller (Müller), Niemiec na szwedzkiej służbie, nie przywiązywał wagi do zleconego mu zadania zajęcia klasztoru. On, weteran wojny trzydziestoletniej w Niemczech, uczestnik wielu srogich bojów, przy tym fanatyczny wróg „katolickiego zabobonu”, jasnogórską forteczkę nazywał pogardliwie „kurnikiem”. Nie mógł przewidzieć, że ów „kurnik” stanie się grobem jego wojennej sławy.
Załogę klasztoru paulinów na Jasnej Górze stanowiło 160 żołnierzy, wspieranych przez 70 zakonników i piątkę szlachty wraz z pocztem – w sumie jakieś ćwierć tysiąca ludzi zdolnych do walki. Murów twierdzy strzegło 20 dział.
Duszą oporu był przeor Augustyn Kordecki, dzielnie sekundowali mu miecznik sieradzki Stefan Zamoyski i Piotr Czarniecki.
Szwedzi uderzyli na przyległy do klasztoru folwark. Zabili rządcę Jana Konopskiego. Potem rozpoczęło się oblężenie. Nieprzyjacielska artyleria bombardowała klasztor, obrońcy odpowiadali ogniem. Pojedynek puszkarzy obu stron przerywały od czasu do czasu zawieszenia broni, podczas których szwedzcy parlamentarzyści usiłowali nakłonić jasnogórców do kapitulacji.
Polacy dokonali dwóch „wycieczek” – zbrojnych wypadów przeciw pozycjom wroga. Przerwali prace minerskie, likwidując korytarz minowy i wybijając górników, zagwoździli też cztery działa. W trakcie pierwszego z rajdów, rażony chłopską kosą, padł pułkownik Horn.
10 grudnia Miller otrzymał nowe posiłki. Z Krakowa przybyło 6 ciężkich dział, w tym dwie 24-funtowe półkartauny. Tylko w następnym dniu na klasztor spadło 340 pocisków dużego kalibru.
Dla jasnogórców nastały ciężkie chwile. Nieprzyjacielski ostrzał spowodował spore zniszczenia. Armatnie kule zdołały przebić gdzieniegdzie umocnienia. Wystrzeliwane na klasztor pochodnie, sporządzone z pozwijanych, oblanych smołą i żywicą konopi, wywołały szereg pożarów. Szczególny respekt budziły granaty i bomby wypełnione prochem. Przeor Kordecki wspominał: „Zwolennik kalwińskich zabobonów mniemając, że nie dosyć srogość swoją nasycić może przez niepokojenie orężem sług Bogarodzicy, umyślił jeszcze zapalczywość swą świętokradztwem powiększyć; wybierał tedy do szturmu dnie ku czci N. Panny przeznaczone. Zdawało się, że piekło samo paszczę otwarło przeciw obrazowi świętemu. A gdy po Mszy świętej procesja wyszła pomiędzy przedmurza, sypały się ogromne złomu murów, a świszczące kule (ważące po 26 funtów) przelatywały, nie bez wielkiego przestrachu, ponad głowami modlących się. Nikt przecież w tak okropnym niebezpieczeństwie nie udał się na mury przed ukończeniem nabożeństwa. Po odbytych dopiero modlitwach, ufni w pomoc Bożą, (co tylko było ludzi płci obojej w klasztorze), podzielili między siebie obowiązki i każdy podług swoich sił przykładał się jak najdzielniej do obrony. Uniesiony złością Miller puścił wodze swej wściekłości i kazał na nowo straszliwy ogień rozpocząć i okropne pociski rzucać, ogromnym łoskotem, powietrze i ziemię wstrząsając.”
Ostrzałowi artyleryjskiemu towarzyszyły zadziwiające wydarzenia:
” kula rozpalona padła obok kolebki dziecięcia, lecz ani samego niemowlęcia nie uszkodziła, ani kolebki jego nie naruszyła.”
„jedna z nich utkwiła wprawdzie w dachu kaplicy Matki Boskiej, lecz nagle odskoczyła; druga jak gdyby siłą ukrytą odtrącona zawróciła się ku obozowi, po powietrzu straszliwy ogień rozrzucając”.
W dzień Bożego Narodzenia niespodziewanie eksplodowało największe szwedzkie działo:
„słyszano to od samych Szwedów w obozie że kule działowe przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały często od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały. Siłą odbitej od murów kuli działo zdruzgotanym, a artylerzysta przy nim stojący zabitym został.”
Na bluźnierców i świętokradców w szeregach heretyków spadały srogie kary:
„Ten bowiem, ohydną żądzą zysku zapalony, obiecywał sobie i swoim współtowarzyszom obfity łup z rozlicznych bogactw Jasnej Góry. w tej właśnie chwili kula z murów puszczona uderza go w głowę, mówiącego strąca z konia na ziemię i razem z życiem gasi w nim świętokradzką żądzę łupu.”
„W uroczystość Niepokalanego Poczęcia N. Panny Maryi żołnierz szwedzki, zacięty nieprzyjaciel Bogarodzicy bluźnił był bezecnymi usty przeciw czci Najświętszej Panny, poległ przed kościołem św. Barbary od kuli działowej”
„Szczególne zdarzenie wstrzymało zajadłość Millera, gdyż pięciu artylerzystów od zapalenia się prochu oślepło”
mierć chodziła też krok w krok za Millerem. Ktoś jednak wstrzymywał Swą karzącą rękę, pragnąc widać przekazać znak jakowyś wodzowi heretyków:
„przywódca dział szwedzkich wystrzelił ku stanowisku Millera, tak iż kładącego się spać siostrzeńca jego w brzuch kulą ugodził i na łożu wuja trupem położył. Przypadek ten byłby samego Millera spotkał, gdyby nie był ustąpił owego nieszczęsnego łoża siostrzeńcowi”
„Miller miał w te dnie okropny widok, albowiem jeden z przywódców wojskowych, podczas kiedy z nim poufale rozmawiał w mieszkaniu swoim, kulą w bok trafiony, padł w jego obliczu i natychmiast skonał.”
„Gdy Jenerał siedział u stołu z kilką ze starszyzny wieczorem, kula działowa wpadła pomiędzy biesiadujących, poprzewracała wszystkie butelki i kielichy, i część stołu oderwała”
Miller zrozumiał wreszcie przesłanie, a może przeraziły go widoczne skutki najazdu na klasztor. Oto ujarzmiony naród, dopiero co rzucony na kolana, powstawał do walki, na wieść o postępku Szwedów. Grzmot oblężniczych dział odzywał się echem w duszy i sercu każdego polskiego katolika. Jasnogórska Pani wiodła swe zastępy do boju przeciw hordom bezbożnych heretyków.
27 grudnia 1655 r. Szwedzi zwinęli oblężenie. Wielu poczytywało za cud, że w walkach poległo tylko sześciu obrońców – czterech podczas ostrzału klasztoru i dwóch w trakcie wycieczek. Zdumiewające, że wszyscy nosili imię Jan (siódmą polską ofiarą był zarządca przyklasztornego folwarku, również Jan, zamordowany przez Szwedów na początku oblężenia).
Przerwanie walk przyniosło też ukojenie gubernatorowi Krzepic. Ranny podczas wycieczki jasnogórców, przez wiele dni daremnie prosił Boga o litościwą śmierć. Medycy rozkładali ręce, w niemożności ulżenia cierpieniom umierającego, którego ciało gniło za życia, wydzielając ohydny fetor. Dopiero 27 grudnia, w dniu odejścia Szwedów spod Jasnej Góry, pułkownik Horn oddał ducha.
„Wzrastanie” listopad 2003
