Jan III Sobieski

Mściciel
w 320 rocznicę odsieczy wiedeńskiej

W październiku 1620 r., podczas niefortunnej wyprawy cecorskiej, poległ bohaterską śmiercią jej dowódca, hetman Stanisław Żółkiewski. Najdzielniejszy z dzielnych, człowiek wielkiej prawości, wyruszył z garstką żołnierzy powstrzymać pochód potęgi tureckiej, by dać Rzeczypospolitej czas na zorganizowanie obrony. Ciało Żółkiewskiego sprowadzono do rodzinnej Żółkwi, i pochowano w tamtejszym kościele parafialnym. Na grobowcu bohatera wyryto napis: „OBY Z KOŚCI NASZYCH POWSTAŁ MŚCICIEL”.

Dziewięć lat po tragicznej bitwie, w Olesku opodal Lwowa, przyszedł na świat Jan Sobieski, prawnuk (po kądzieli) hetmana Żółkiewskiego. Swe pacholęce lata spędził w Żółkwi, gdzie matka, Zofia Teofila z Daniłowiczów, często wiodła go na grób pradziadka, i napis, do pomsty wzywający, stale mu wskazywała

Majątek i rodzinne koneksje gwarantowały Sobieskiemu błyskotliwą karierę polityczną. Młody Jan konsekwentnie skłaniał się jednak ku służbie wojskowej. Odebrawszy staranne wykształcenie, zwiedził Anglię, Francję, Włochy, Niderlandy, nawet wrogą Turcję, wszędzie podpatrując tamtejsze sposoby wojowania. Podczas pobytu w Paryżu zaciągnął się do regimentu muszkieterów, zapoznając się z francuską sztuką wojenną.

Jako 19-latek wstąpił wreszcie w szeregi polskiego wojska. Po 20 latach burzliwej służby otrzymał najwyższą militarną godność – buławę hetmana wielkiego koronnego.

Walczył przeciw Kozakom, Tatarom, Szwedom, Turkom i rokoszanom Lubomirskiego. Prócz poległego przed laty pradziadka, do wyrównania miał nowe rachunki krzywd – brat Marek zginął z rąk Tatarów pod Batohem, wuj Stanisław Daniłowicz zmarł w tatarskiej niewoli. Sobieski bił wroga pod Ochmatowem i Bracławiem, wytrzymał oblężenie w Podhajcach. Kiedy potężna armia turecka zajęła Podole (1672), gdy padł bohatersko broniony Kamieniec Podolski, a polityczni krętacze skwapliwie akceptowali nawet najbardziej upokarzające Rzeczpospolitą posunięcia, hetman Sobieski nie złożył broni. Z garścią wojska uderzył na plądrujące kraj czambuły tatarskie. Uwolnił dziesiątki tysięcy jasyru, gromiąc w Narolu, Niemirowie, Komarnie i innych miejscach wielokrotnie liczniejsze oddziały nieprzyjaciela.

11 listopada 1673 r. rozbił doszczętnie siły tureckie zgrupowane w Chocimiu. Rocznicę tego zwycięstwa papież Klemens X nakazał obchodzić po wieczyste czasy w Kościele powszechnym, wpisując na ów dzień osobne modły do brewiarzy kapłańskich.

Potem Sobieski rozniósł na strzępy tatarską ordę pod Lwowem, odparł tureckie oblężenie Żurawna

Zwycięzcy spod Chocimia rozentuzjazmowana szlachta ofiarowała Koronę (w 1674 r., koronacja odbyła się 2 lata później w Krakowie). Król Jan III nadal prowadził szczęśliwe wojny z muzułmanami, wydzierając spod ich panowania ukrainne ziemie. Planował uderzyć na Prusy, by raz na zawsze zlikwidować zagrożenie od północy. Zasłynął też jako szczodry mecenas i protektor nauki. Gdański astronom Heweliusz, wdzięczny za opiekę, Tarczą Sobieskiego nazwał jeden z odkrytych przez siebie gwiazdozbiorów.

Polski monarcha, wychowany na wzorcu Stefana Żółkiewskiego, „świętego hetmana”, był człowiekiem głęboko religijnym. Lubił tytułować się rex orthodoxus – król prawowierny. Należał do bractwa różańcowego, praktykował posty, codziennie uczestniczył we Mszy św. Każda wyprawa wojenna zaczynała się od procesji. Podczas sławnego pochodu pod Wiedeń król sześć razy przyjął Komunię św.

W 1683 r., zaledwie dziesięć lat po wiekopomnej wiktorii chocimskiej, cała chrześcijańska Europa zamarła ze zgrozy. Islamskie hordy wielkiego wezyra Kara Mustafy, o którym mówiono, że nie zazna spokoju, póki nie zamieni Bazyliki św. Piotra w sułtańskie stajnie, stanęły u bram Wiednia. Upadek stolicy cesarstwa Habsburgów wydawał się przesądzony.

Wtedy nadeszła odsiecz. Po sześciu tygodniach forsownego marszu, pod Wiedeń dotarła armia polska, dowodzona przez Sobieskiego. Tu połączyła się z sojuszniczymi wojskami państw niemieckich. W niedzielę 12 września 1683 r., na dwie godziny przed wschodem słońca, naczelny wódz chrześcijan Jan III Sobieski nakazał odprawić Mszę św. Potem był całodzienny bój, jeden z najważniejszych w dziejach świata. W godzinach wieczornych Sobieski rzucił do szarży 20 tysięcy jeźdźców, w tym skrzydlatą husarię. Ten atak przesądził o losach Starego Kontynentu. Obóz turecki padł.

„- Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!” – zwięźle raportował Sobieski Ojcu Świętemu, przesyłając najcenniejsze trofeum – zieloną chorągiew Proroka. W liście do żony, „najśliczniejszej i najukochańszej Marysieńki”, monarcha pozwolił sobie na mniejszą powściągliwość: „Bóg i Pan nasz wielki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w nasze ręce. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze, pola i obóz, ucieka z konfuzji przybiegały tedy do mnie książęta, jako to elektor bawarski, Waldeck, ściskając mię za szyję a całując w gębę, a generałowie zaś w ręce i nogi. Wszystko to całowało, obłapiało, swym salwatorem zwało”.

Wiktoria wiedeńska ostatecznie powstrzymała ekspansję muzułmańskiej Turcji, zepchniętej teraz do defensywy. Rozbudziła nadzieję ludności Bałkanów, cierpiącej pod islamskim jarzmem. Wywołała entuzjazm w całym chrześcijańskim świecie. Wszędzie odbywały się dziękczynne modły i procesje. Zwycięskiego wodza opiewało ponad 100 poetów włoskich, również poeci i pisarze hiszpańscy, portugalscy, francuscy, czescy, słowaccy, węgierscy. Słowa uznania dobiegały również z krajów protestanckich – Anglii, Danii, Szwecji. Nawet w dalekiej Persji nadano Sobieskiemu przydomek El Ghazi – Zwycięzca.

Polski król nieraz jeszcze potwierdził swój militarny geniusz, gromiąc Turków pod Parkanami i w innych bojach. Jeszcze w przedostatnim roku życia Sobieski wyprawił się na Ruś, przeciw plądrującym Tatarom. Ci, na samą wieść o nadejściu wielkiego wojownika, pierzchnęli

Jan III Sobieski zakończył ziemski żywot 17 czerwca 1696 r. Umierał rozgoryczony. Państwo, którym władał, którego imię wymawiano z szacunkiem na dworach Europy i Azji, pogrążało się teraz w chaosie i anarchii. Szerzyła się prywata, kraj rozszarpywały chciwe koterie. Potężne rody magnatów walczyły o władzę i wpływy, wchodząc w konszachty z obcymi dworami. Sprzedajni posłowie zrywali sejmy, zakładając liberum veto.

Nie ziściło się marzenie króla o zbrojnej wyprawie na Prusy i umocnieniu pozycji Polski nad Bałtykiem. Z osłabienia Turcji największe korzyści wyciągnęli sąsiedzi Polski – cesarstwo niemieckie i Moskwa.

Umierający monarcha, nakłaniany do sporządzenia testamentu, odmówił: „- Nikt nie słucha mnie za życia, czyż po śmierci będzie inaczej?”

Na tronie polskim nie pojawił się już godny następca króla Jana. A przecież męstwo i wysiłek wielkiego monarchy przynosiły owoce nawet po jego śmierci. Trzy lata po zgonie Sobieskiego sponiewierana Turcja wycofała się z Podola, które zagarnęła jeszcze w 1672 r. W Kamieńcu Podolskim, na tamtejszej katedrze, po 27 latach na nowo zatknięto krzyże, w kamienieckich kościołach znów rozległ się dźwięk dzwonów

„Wzrastanie” wrzesień 2003