Integralizm – Nacao Portuguesa – Integratismo lusitano

Integratismo lusitano (część 1)

’We wrześniu 1913 roku’ – wspomina Hipolito Raposo – 'Sardinha spotkał się z Monsarasem i ze mną, aby omówić projekt publikacji przeglądu filozoficzno-politycznego, który by wyraził nasz sprzeciw wobec Republiki Portugalskiej, w jej kształcie i w jej działaniach, oraz ożywił i rozpłomienił nadzieję, która w wielu z nas przygasła i dzięki której odważymy się pomyśleć o zmianie rzeczywistości’ (1).

Na początku było Pismo

’Dokładnie w tym samym czasie’ – dopowiada tenże autor – 'gdy my pracowaliśmy nad koncepcją pisma, Jose Pequito Rebelo, nie wiedząc nic o nas, przybył do Paryża i za pośrednictwem kilku młodych Portugalczyków oraz Mariotte’a (ojca Amadeusza de Vasconcelos) zapoznał się z wielkim ruchem kontrrewolucyjnym L’Action Française. Poruszony przez objawienie, którym była dla niego ta nowa szkoła polityczna, poświęcił się z zapałem studiom nad nią i zgłębiwszy ją, zdecydował się powrócić do Portugalii’ (2). Tam odnalazł Sardinhę i jego towarzyszy, którzy przyłączywszy do swego grona jeszcze Adriana Xaviera Cordeiro oraz świeżo nawróconego na monarchizm republikanina Joao de Amarala utworzyli ekipę 'Nacao Portuguesa’ (’Narodu Portugalskiego’). Pierwszy numer tego przeglądu ukazał się 8 kwietnia 1914 roku w Coimbrze. Tym samym, narodził się bezsprzecznie najważniejszy w historii portugalskiej prawicy i najbardziej frapujący intelektualnie ruch metapolityczny: Integralizm Luzytański.

Niespodziewanie okazało się, że ’Nacao Portuguesa’, którego zawiązanie przypomina tak uderzająco powody i okoliczności założenia pół wieku wcześniej, również w prastarym mieście uniwersyteckim, acz na drugim krańcu cywilizacji łacińskiej, stańczykowskiego 'Przeglądu Polskiego'(3), miał jeszcze swój prolog. Pierwszą publikacją integralistyczną był albowiem almanach 'L’Alma Portuguesa’, zredagowany przez przebywającego na wygnaniu w belgijskiej Gandawie Dominga de Araujo, który ukazał się w maju 1913 roku. Współautorami 'Duszy Portugalskiej’ byli m.in.: Aires de Ornelas, Henrique de Paiva Couceiro, Pinheiro Torres, Alberto Monsarás, Rolao Preto i Luis de Almeida Braga. To właśnie ten ostatni, według świadectwa Raposo, zaproponował określenie powstającego kierunku mianem 'integralizmu’, do czego zainspirował go z pewnością podtytuł dziennika 'L’Action Française’ – 'organ nacjonalizmu integralnego’ (organe du nationalisme integral). Wreszcie, w sierpniu 1913 roku wspomniany już o. Vasconcelos rozpoczął – pod pseudonimem Mariotte – publikowanie zeszytowej serii doktrynalnej, poświęconej głównie walce z modernizmem 'Os meus Cadernos’. Kiedy wszystkie te inicjatywy spotkały się ze sobą i zostały złączone w jedną całość, narodziny ruchu stały się faktem. Cechą uderzającą, nie spotykaną dotąd na taką skalę w Portugalii było pogodzenie dwóch celów i sposobów działania. Z jednej bowiem strony Integralizm Luzytański zakorzeniał się w reprezentowanej przez cały wiek XIX zasadniczo przez legitymizm 'miguelistyczny'(4) idei Restauracji monarchicznej; z drugiej jednak strony, nie stał on się zwykłym ruchem monarchistycznym, lecz w poszukiwaniu i dzięki idei, która tworzy warunki takiej Restauracji, oraz koncepcji ustroju, który nakazuje respekt dla instytucji, był on również ruchem ściśle doktrynalnym – nacjonalistycznym i tradycjonalistycznym. Już choćby z tego powodu odegrał on w Portugalii rolę analogiczną do zakotwiczonej w doktrynie Maurrasa Akcji Francuskiej.

Zachodzi atoli – z naszego punktu widzenia – jedna pomiędzy nimi różnica. W kontraście z Francją i Francuzami, nie tylko nazwiska i dorobek twórców Integralizmu Luzytańskiego nie znalazły u nas dotąd najsłabszego choćby oddźwięku, ale nawet przebieg, okoliczności i tło wydarzeń mających miejsce w Portugalii od obalenia monarchii do objęcia władzy przez Antonia de Oliveiry Salazara nie istnieją w powszechnej świadomości. Jeżeli zatem chcemy zrozumieć dlaczego tak spontanicznie i potężnie zakwitł ruch pod hasłem ocalenia i odrodzenia luzytańskiej ojczyzny, musimy przypomnieć co właściwie się z nią stało i co – oraz kto – doprowadził ją na krawędź śmiertelnego zagrożenia.

Republika Wielkiego Wschodu

1 lutego 1908 roku król Karol I i następca tronu Ludwik Filip zginęli z rąk zamachowców, a drugi infant Dom Manuel został lekko ranny. W nocy z 4/5 października 1910 roku dokonany został przewrót cywilno-wojskowy w Lizbonie, w którego wyniku król Manuel II został zmuszony do opuszczenia kraju. Tego samego dnia proklamowano Republikę Portugalską. Tak zaczęło się najtragiczniejsze w dziejach kraju, nazywanego 'balkonem Europy’, szesnastolecie, znaczone pasmem nieustannych kryzysów politycznych i przewrotów, anarchii i głodu, a przede wszystkim momentami tylko wyhamowywanej, zaciekłej i absurdalnej wojny wypowiedzianej przez demokratyczny reżim narodowi: jego tradycji, religii, obyczajom i sentymentom. Właśnie ta walka, która nie przyniosła aż tak obfitego rozlewu krwi, jak rewolucje we Francji, Hiszpanii czy Meksyku, tylko dlatego, że przyrodzona ludowi portugalskiemu łagodność i cierpliwość nie stwarzała konieczności uśmierzania jego raczej biernego oporu masowym i systematycznym terrorem, była najgorszą stroną nowego reżimu, a nie sama tylko niestabilność polityczna, choć oczywiście fakt, iż przez szesnaście lat rząd zmienił się aż 45 razy a prezydent osiem, zaś ministrowie piastowali swoje urzędy średnio przez cztery miesiące, mówi sam za siebie. A cały ten upiorny karnawał rozbrzmiewał w akompaniamencie rozegzaltowanej 'mistyki republikańskiej’. Na słynnym, często reprodukowanym obrazie-plakacie przedstawiającym sceny związane z proklamowaniem Republiki, wyobrażająca ją alegoryczna postać obnażonej do wzgórka łonowego kobiety w czerwonej czapce frygijskiej, trzymająca w lewej dłoni nowy, czerwono-zielony sztandar, a w prawej zerwane kajdany, wyrasta gigantycznie zwielokrotniona wprost z głów zgromadzonych przed ratuszem rewolucjonistów w mundurach, tużurkach i bluzach roboczych, a w owalu otaczającym tę grupę niebo jest intensywnie błękitne i bez jednej chmurki. Dym i mgła otaczają natomiast w skrzydłach tego tableau odprowadzanych przez eskortę na wygnanie księży i zakonników, a wzburzone i zmętniałe fale oblewają łódź, na której odpływa na statek rodzina królewska. Jak zauważa całkiem trzeźwo prorepublikański i nawet wyraźnie marksizujący historyk A. H. de Oliveira Marques – 'główną tendencją było przede wszystkim nadanie słowu 'republika’ mistycznego znaczenia i rozbudzenie wiary, iż wystarczy ją proklamować, aby zlikwidować w kraju wszelką niesprawiedliwość i wszelkie zło. (. .. ) Prawdę mówiąc, republikanizm był w pewnym sensie kierunkiem utopijnym, gdyż zapowiadał ustrój doskonały, stworzony 'przez lud i dla ludu’, oparty na całkowitej równości, wolności i 'demokratycznej sprawiedliwości’ (5)’.

Każda rewolucja – rzecz wiadomo – jest owocem niezmierzonej pychy i chce zaczynać wszystko ab origine; także, a nawet głównie w sferze symbolicznej. Nie inaczej rewolucja portugalska. Republika natychmiast zniosła błękitno-biały sztandar i herb Luzytanii, którego pięć tarcz z kolumnami wyobrażało pięć ran Chrystusa, i zastąpiła go flagą czerwono-zieloną. W miejsce dawnego Hymnu 'Karty’ wprowadzono hymn 'Portuguesa’. Zmieniła się – z reala na escudo – nazwa obiegowej monety. W sposób typowy dla mody republikańskiej uproszczono ortografię, wprowadzając pisownię fonetyczną. Zmianie uległa oczywiście także Konstytucja. Zawierała ona wszystkie typowe dla demoliberalizmu frazesy i gwarancje 'wolnościowe’ (z laickością państwa na czele), a w sferze stricte politycznej rozwiązania 'gwarantujące’ nieobecność widomego suwerena i paraliż władzy wykonawczej (uprzywilejowanie Izby Deputowanych, ograniczenie kadencji prezydenta do zaledwie czterech lat i to z zakazem reelekcji).

’Doskonały’ ustrój wymaga 'doskonałych’ budowniczych, którzyby wznosili jego zręby i wnosili w jego mury 'światło’. Wypowiadając takie twierdzenie łatwo oczywiście ściągnąć na siebie szydercze docinki o 'masońskiej obsesji’ czy o 'spiskowej teorii dziejów’. A jednak fakty są nieubłagane, a dowody niezbite: Republika Portugalska (ściślej mówiąc: tzw. Stara Republika w latach 1910-1917 i 1918-1926) była od początku do końca i w każdym przejawie swojego działania tworem portugalskiego wolnomularstwa.

Była nim zresztą nieomal oficjalnie: Wielki Zjednoczony Wschód Portugalski z nie skrywaną dumą przyznawał się do swojego w tym względzie 'ojcostwa’. Już w 1907 roku jego Wielki Mistrz – Sebastiao de Magalhaes Lima – goszcząc w siedzibie 'braterskiego’ Grand Orient w Paryżu oznajmił postanowienie obalenia monarchii i zaprowadzenia laickiej republiki (6). Także cytowany już tu historyk Oliveira Marques nie ukrywa, iż 'masy’ dokonujące październikowej rewolty były kierowane przez masonerię i karbonariuszy (7), 'a wydanie kilku bardziej postępowych zarządzeń za czasów republikańskich nastąpiło przy udziale lóż i zostały one podpisane przez masońskich ministrów’ (8). Wprawdzie zastrzega on, iż zasięg wpływów masonerii w czasach Pierwszej Republiki nie jest jeszcze ostatecznie ustalony, ale nie sposób nie przyznać mu racji, gdy stwierdza, iż 'w dziejach obu tych 'instytucji’ występuje niezwykle interesująca paralelność, a upadek jednej z nich nastąpił (lub był w poważnym stopniu przyczyną) wraz z upadkiem drugiej'(9).

Trzeba przy tym pamiętać, że masoneria była w Portugalii niezwykle silna już od bardzo dawna, a przynajmniej od czasów zaprowadzającego nad Tagiem wszelkimi środkami 'absolutyzm oświecony’, wszechwładnego ministra Józefa I (1750-1777), markiza Pombala, który pierwszy uwięził i wypędził jezuitów, a następnie wymusił na papieżu kasatę zakonu. Wpływy wolnomularstwa ukrócił nieco Jan VI, wydając w 1816 roku dekret o zamknięciu lóż, a otwartą wojnę wydał mu (i przegrał) głęboko wierzący katolik Dom Miguel. Po przegranej 'miguelistów’ (10) w 1834 roku, pozycja masonerii była już właściwie niezagrożona, a wpływ na rządy – znaczony posunięciami antyreligijnymi i antykościelnymi – okresowo wręcz przemożny. Działający w ustrojowych ramach monarchii konstytucyjnej i liberalnej, słabi władcy (Maria II da Gloria, Piotr V, Ludwik I, Karol I i Manuel II) nie mogli, albo nie chcieli przeciwstawiać się jej, a mimo to, korzystające z ich tolerancji loże cały czas przygotowywały wytrwale egzekucję monarchii.

Sama liczba członków lóż była – jak na kraj liczący zaledwie kilka milionów mieszkańców – zaskakująco wysoka. Wolnomularstwo regularne (pięciu obediencji, od 'szkotów’ po dwa 'Wielkie Wschody’) liczyło 148 lóż, w których 'pracowało’ 2887 braci (dane z 1912 roku), z czego największa Grande Oriente Lusitano Unido liczyła 121 lóż i 2745 braci (11). W 1914 roku było już prawie cztery tysiące wolnomularzy regularnych. Należy do tego jednak doliczyć jeszcze prawdziwie masową organizację paramasońską – jej w ścisłym tego słowa znaczeniu organizację bojową – czyli 'karbonariuszy’ (Carbonari), których w okresie rewolucji było aż ponad 40 tys.! O ile carbonari byli zapewne 'mięsem armatnim’ braci doskonalszych, o tyle ci ostatni – z lóż regularnych – wypełnili wszystkie, poczynając od najwyższych, szczeble kadry politycznej, administracyjnej i finansowo-gospodarczej Republiki. Oddając raz jeszcze głos Oliveirze Marquesowi czytamy: 'Analiza składu rządowych i ustawodawczych ekip pozwala. stwierdzić, iż procentowy w nich udział masonów był bardzo duży. Ponadto połowa ministrów za czasów Pierwszej Republiki należała. do masonerii. (…) Trzech jej prezydentów – Bernardino Machado, Sidónio Pais i António Jose de Almeida – (także) należało do masonerii.’ (12)

Nawet chwilowe złagodzenia kursu laicyzacyjnego, a potem kolejne 'przykręcenia śruby’ znajdują wytłumaczenie w sporach pomiędzy radykalnym i umiarkowanym skrzydłem portugalskiego wolnomularstwa, prowadzącym do rozłamów, później z kolei tak czy owak zażegnywanych. Do najpoważniejszego konfliktu, zakończonego rozłamem, doszło w 1914 roku pomiędzy Najwyższą Radą Trzydziestego Trzeciego Stopnia (a więc 'szkotami’), której przewodniczył generał Ferreira de Castro, a Wielkim Zjednoczonym Wschodem Portugalskim, kierowanym przez wielkiego mistrza S. Magalhaesa Limę. Spór ten pokrywał się idealnie z układem głównych sił partyjno-politycznych w obozie republikańskich, gdyż Wielki Wschód miał 'przełożenie’ na radykalną Partię Demokratyczną (oficjalna nazwa: Portugalska Partia Republikańska), a 'szkoci’ na dwie partie umiarkowane: Portugalską Partię Ewolucjonistyczną i Unię Republikańską. Kiedy jednak odłam najbardziej konserwatywny poparł prezydenta Paisa (lata 1917-18) w jego walce z Wielkim Wschodem, a nad laicką 'demokracją’ zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo, skłócone chwilowo bractwo zaczęło ponownie zwierać szeregi, wracając do Wielkiego Wschodu.

Walka z religią i Kościołem katolickim stała się od pierwszych dni Republiki głównym celem reżimu demokratycznego, a jej systematyczność i zasięg przekroczyły daleko wszystkie dotychczasowe, podejmowane przez liberałów jeszcze za monarchii akcje antykościelne. Zaczęło się od wydalenia z kraju wszystkich kongregacji zakonnych, przy czym 'szczególnie brutalnie’ – jak zaznacza Oliveira Marques – 'postąpiono z jezuitami, których czasami traktowano jak przestępców’ (13). (Dodajmy, że jezuici, wypędzani z Portugalii już kilka razy, którym na powrót zezwolił premier Hintze Ribeiro dopiero w 1901 roku, mieli w metropolii i terytoriach zamorskich łącznie dwadzieścia domów, w których mieszkało i pracowało 386 zakonników; kierowali założonym przez nich stowarzyszeniem świeckich o nazwie Apostolstwo Modlitwy, które miało ponad 2 miliony członków; prowadzili seminaria oraz 12 kolegiów, do których uczęszczało 2500 uczniów, a poziom nauczania był najwyższy w całym kraju; byli wreszcie popularyzatorami najnowszych osiągnięć nauk przyrodniczych!). Operacja ekspulsowania zakonników i zakonnic, zamykania ich domów, szkół i ośrodków charytatywnych zajęła republikańskim krzewicielom postępu pierwszych kilka miesięcy. Ofiar śmiertelnych było przy tym 'zaledwie’ trzy: zamordowano wizytatora generalnego Misjonarzy oraz dwóch Lazarystów. (14)

Drugie uderzenie spadło na duchowieństwo diecezjalne. Dokonało się to łącznie z ostateczną i formalną dechrystianizacją państwa. Wzorowany na ustawodawstwie laicyzacyjnym III Republiki Francuskiej dekret Rządu Tymczasowego z kwietnia 1911 roku (opracowany przez ministra sprawiedliwości i drugiego, obok Limy, lidera masonerii Afonsa Costę) przeprowadzał całkowity rozdział Kościoła od państwa, ogłaszał równość wszystkich wyznań, zakazywał nauki religii w szkołach oraz nauczania przez osoby duchowne, nacjonalizował własność kościelną (włączając w to obiekty sakralne i ich wyposażenie), wprowadzał nadzór administracyjno-policyjny nad zbiorowymi praktykami religijnymi. Szczególnie 'awangardowym’ posunięciem, wyprzedzającym bardziej znane 'doświadczenia towarzyszy radzieckich’ z lat 20., było utworzenie w całym kraju świeckich 'komisji do spraw kultu’, które miały kontrolować organizację i przebieg nabożeństw katolickich. Aby móc odprawić Mszę, księża musieli 'wypożyczać’ od państwa kościoły lub kaplice. Łaskawie — ale jedynie 'tymczasowo’ – zezwolono biskupom i proboszczom na korzystanie ze swoich dotychczasowych siedzib, które jednakowo przeszły pod zarząd publiczny. Z istniejących kilkunastu seminariów zlikwidowano ponad dziesięć. Skasowano wszystkie wydatki – zarówno państwa jak i municypiów – związane z kultem religijnym oraz utrzymaniem kleru, ustanawiając jednocześnie pensje dla tych księży, którzy uznali ustawę; takich księży-apostatów (w świetle oficjalnego orzeczenia Stolicy Apostolskiej) było podobno około 800: jest to jednak liczba zapewne przesadzona, nawet jeśli uwzględnić znaczny od dawien dawna stopień zdemoralizowania kleru świeckiego w Portugalii, w którego szeregach trafiali się i wolnomularze (15).

Inne postanowienia miały charakter szykan o zamyśle usunięcia z widoku publicznego wszelkich zewnętrznych przejawów sakralności: zakazano noszenia sutann księżom a habitów zakonnikom, musiały zamilknąć dzwony kościelne, święta kościelne zastąpiono 'obrzędowością świecką’, a procesje stały się nielegalne. Laicyzacja sięgnęła także prawa cywilnego i życia społecznego. Ustawa z 3 listopada 1910 roku wprowadzała prawo rozwodowe, niezależnie od rodzaju ślubu (kościelnego czy cywilnego), natomiast dwie ustawy ogłoszone w Boże Narodzenie tegoż roku (w nomenklaturze republikańskiej 'przechrzczone’ na 'Święto Rodziny’!) wprowadziły obowiązkowe śluby cywilne dla wszystkich, zlikwidowały pojęcie 'głowy rodziny’ i zrównały w prawach bękartów z potomstwem ślubnym. Zsekularyzowane zostały również cmentarze. Dodać należy przy tym, że poza sferą ustawodawczą i administracyjną podjęta została przez loże i związane z nimi siły polityczne masowa akcja propagandowa na rzecz ateizmu i 'światopoglądu naukowego’ oraz zniesławiania religii i Kościoła. Ogromne środki z kasy państwowej i rozgłos uzyskał zorganizowany przez Wielki Wschód w Lizbonie w 1913 roku Międzynarodowy Kongres Wolnomyślicieli.

Wszystkie te posunięcia musiały się oczywiście spotkać z kościelnym non possumus, i spotkały się. Już w Boże Narodzenie 1910 roku Episkopat portugalski wystosował zbiorowy list pasterski (opublikowany w lutym następnego roku), protestujący przeciwko laicyzacji państwa, edukacji i prawa małżeńskiego oraz opisanym wyżej szykanom, a wkrótce zabrał głos sam papież Pius X ogłaszając encyklikę Iamdudum in Lusitania. Reakcją reżimu było nasilenie prześladowań. Kolejni biskupi, począwszy od ordynariusza Beji, poprzez patriarchę Lizbony, administratora Porto, Bragi, Coimbry i innych diecezji, a skończywszy na arcybiskupie Evory, byli skazywani na banicję ze swoich diecezji, albo w ogóle z kraju, tak, że już w połowie 1912 roku ani jeden członek Episkopatu z metropolii nie urzędował w swojej stolicy. W 1913 roku zostały zerwane stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Świętą, a jej poselstwo w Lizbonie zamknięte. Wówczas jednak okazało się, że zaczął tracić cierpliwość lud, zwłaszcza wiejski i na Północy. W niektórych okręgach dochodziło do starć w obronie kościołów i represjonowanych księży. Otrząsnęła się z pierwszego szoku także inteligencja katolicka i pokonani obrońcy monarchii. Około 1912 roku grupa intelektualistów związanych z uniwersytetem w Coimbrze, skupiona wokół księdza Manuela Goncalvesa Cerejeiry (późniejszego kardynała-patriarchy Lizbony) oraz Antónia de Oliveiry Salazara, zorganizowała Akademickie Centrum Demokracji Chrześcijańskiej (CADC), a utworzona w 1914 roku Sprawa Monarchiczna (Causa Monarquica) podjęła nawet, bardzo zresztą ślamazarną, próbę przewrotu antyrepublikańskiego.

Wówczas to pojawiły się pierwsze oznaki 'odwilży’. Premier Bernardino Machado przywrócił biskupowi Porto możliwość wypełniania jego posługi oraz amnestionował wszystkich kapłanów oskarżonych o antypaństwową działalność. Sytuacja polepszyła się jeszcze, gdy w styczniu 1915 roku prezydent Manuel de Arriaga powierzył – w drodze quasi zamachu stanu – urząd premiera generałowi Pimenta de Castro, który przy poparciu wojska i prawicy republikańskiej (ewolucjonistów Antonia Jose’go de Almeidy i unionistów Brito Camacho) zaniechał prześladowania Kościoła i monarchistów, a nawet przywrócił do służby wielu oficerów i urzędników z czasów monarchii. Półdyktatura Pimenty została jednak obalona 14 maja 1915 roku przez kolejny, zorganizowany przez masonerię i karbonariuszy przewrót, a do władzy powrócili po trupach kilkuset 'reakcjonistów’ demokraci Afonsa Costy. Mimo tak niekorzystnego obrotu rzeczy katolicy portugalscy byli już bardziej odporni na ciosy, bo lepiej zorganizowani. Rozwijała się katolicka prasa, potajemnie wracały (począwszy od Sióstr św. Doroty) niektóre zakony, w parlamencie zasiadało kilku posłów katolickich, powstało (w 1917 roku) przy wydatnym udziale ks. Cerejeiry i Salazara Katolickie Centrum Portugalskie. Ale przede wszystkim zdarzyło się coś, czego przewidzieć nie mogli nie tylko nieprzyjaciele Pana Boga, i co przekracza wszelkie naturalne, ludzkie rachuby. Pomiędzy majem a październikiem 1917 roku, w wiosce Fatima trojgu chłopskich dzieci objawiła się Matka Boża, przynosząc Kościołowi i światu orędzie i wezwanie do nawrócenia, a zarazem tajemnicę co do przyszłych dziejów ludzkości.

PRZYPISY:

1. Cyt. za: J. Ploncard d’Assac, 'Antonio Sardinha et l’Integralisme Lusitanien’, (w:) 'Doctrines du nationalisme’ Paris 19782, s. 328.

2. Tamże, s. 328-9.

3. Por. wspomnienie Stanisława Koźmiana o genezie 'Przeglądu Polskiego’: Na wiosnę 1866 r. Stanisław Tarnowski wyszedłszy z więzienia spotkał na rynku krakowskim piszącego tę rzecz. 'Cóż poczniemy, cóż robić będziemy?’ – zapytał. 'Wydawać będziemy pismo polityczne’. – 'Dobrze, ale jak to, my dwaj?’ – 'I Szujski’. – 'Szujski? Ale przecież on niezupełnie takie jak my ma przekonania i zapatrywania’. – 'O, Szujski zupełnie się odmienił’. Obaj poszli do Szujskiego, pozyskali współudział Ludwika Wodzickiego i 1 lipca 1866 wyszedł pierwszy zeszyt 'Przeglądu Polskiego’ z programowym artykułem podpisanym: Florian Ziemiałkowski – 'Szkoła patriotyzmu politycznego’ (fragment ostatniego rozdziału 'Rzeczy o roku 1863′, Kraków 1896), (w:) 'Stańczycy: Antologia myśli społecznej i politycznej konserwatystów krakowskich’. Wybór tekstów, przedmowa i przypisy Marcin Król. Warszawa 1982, s. 218-9.

4. Por. nasz artykuł: ”Migueliści’ i 'pedryści’ czyli o legitymizmie i liberalizmie w Portugalii’, 'Pro Fide Rege et Lege’ 1997 nr 3/4 (29) i 1998 nr 1(30).

5. A. H. de Oliveira Marques, 'Historia Portugalii’ (tł. W. Chabasiński), tom II, XVII-XX w., Warszawa 1987, s. 297.

6. Por. Bł. Bp Dr J. S. Pelczar, 'Masonerya, jej istota, zasady, dążności, początki, rozwój, organizacya, ceremonia) i działanie. Według pewnych, przeważnie masońskich źródeł’, Poznań 1997 (wyd. IV, reprint), s. 251.

7. Tamże, s. 191. 8. Tamże, s. 306. 9. Tamże, s. 306.

10. Miguela w walce o przywrócenie monarchii tradycyjnej i katolickiej popierał przede wszystkim kler zakonny, natomiast duchowieństwo diecezjalne, zwłaszcza wyższe, było bardzo podzielone, a znaczna jego część zdemoralizowana i przesiąknięta ideami liberalnymi.

11. Por. A. H. de Oliveira Marques, dz. cyt., s. 305 oraz J. S. Pelczar, dz. cyt., s. 251. 12. A. H. de Oliveira Marques, dz. cyt., s. 305-6.

13. Tamże, s. 278-9.

14. Por. J. S. Pelczar, dz. cyt., s. 251-2.

15. Brzmi to wręcz szokująco, ale podług danych przedstawionych przez bpa Pelczara w samej tylko Lizbonie około 1834 roku tylko dwóch (na 36) proboszczów nie należało do masonerii! Pod rządami liberałów zaś dochodziło nawet do profanacji kościołów w których za zgodą księży odprawiano ceremonie masońskie – por. J. S. Pelczar, dz. cyt., s. 250.

Virtual Vendée’s Editorial Note
Tekst pierwotnie opublikował dwumiesiecznik 'Arcana’ nr 24 (6/1998)