Konserwatyzm niemiecki po 1945 (cz. V)
1968 – rok zmiany ekip
Impuls gaullistowski pierwszej połowy lat 60. oddziaływał tylko okrężnymi drogami, nie prowadził do 'przełomu’ – stały temu na przeszkodzie, także w obozie konserwatywnym, światopoglądowe upojenie i brakujący zmysł Niemców do tego, co specyficznie polityczne. Drugi rzut, który zadziałał w drugiej połowie lat 60., był bardziej skuteczny, ponieważ lepiej zaspokajał niemiecką potrzebę tego, co 'zasadnicze’. Nie ma powszechnie akceptowanej nazwy tego procesu, ponieważ przeforsowany przez Martina Greiffenhagena termin 'konserwatyzm technokratyczny’ (Das Dilemma des Konservatismus in Deutschland, 1971) opisuje tylko jedną stronę medalu.
To, co mamy tu na myśli, stało się widoczne w 1968 roku, gdy żarząca się anarchorewolta przebiła powierzchnię. Doszło wtedy do specyficznej wymiany sympatyków. Za wyjątkiem (w Republice Federalnej liczebnie nieznacznej) ortodoksji komunistycznej szkoły moskiewskiej, nowa lewica przeszła na stronę wrogów społeczeństwa industrialnego. Zrezygnowała przez to z otaczającego zwykle lewicę nimbu przewodzenia postępowi technicznemu i za to, jako rekompensatę, przejęła (wywodzącą się ostatecznie od Nietzschego) konserwatywną krytykę cywilizacji – i to w formie owej walki o 'jakość życia’, którą jako pierwszy podjął Friedrich Georg Jünger bezpośrednio po katastrofie 1945 roku (Die Perfektion der Technik, 1944 i 1946). Zdawało się natomiast, że konserwatyści, którzy aż dotąd uchodzili za zasadniczo wrogich technice, nagle przerodzili się w zdecydowanych zwolenników świata technicznego. (Co doprowadziło do scharakteryzowania tego odgałęzienia jako 'konserwatyzmu technokratycznego’.)
W rzeczywistości jednak proces zachodzący po stronie konserwatywnej nie był tak prosty. Zarówno bezwarunkowe odrzucenie techniki jak również jej gloryfikacja były tam ciągle stanowiskami marginalnymi. (Osobliwe jest to, że oba stanowiska prezentowane były najradykalniej przez braci Jüngerów: ’Perfekcja techniki’ Friedricha Georga Jüngera wobec mitologizacji techniki z książki Ernsta Jüngera ’Der Arbeiter’ (Robotnik) z 1932 roku.) W toku poprzednich 25 lat ogół konserwatystów nigdy nie porzucił krytycznego dystansu do techniki ani oceny cywilizacji technicznej z supratechnicznego (’bezczasowego’) punktu widzenia. Równocześnie jednak coraz intensywniej zajmowali się w tym okresie pytaniem: co z techniki jest niezbędnie konieczne, jeśli chcemy zachować osiągnięty status socjalny i ponadto zabezpieczyć naszą fizyczną egzystencję?
Konserwatywne usiłowanie, aby znaleźć właściwy środek pomiędzy biegunami zaprzeczenia techniki i jej gloryfikacji, znalazło swój wyraz najpierw w pierwszym opublikowanym po 1945 roku zbiorze pochodzącym z tego obozu, wydanym przez Hansa Freyera, Johannesa Chr. Papalekasa i Georga Weipperta tomie 'Technik im technischen Zeitalter’ (Technika w epoce technicznej) z roku 1965. Problem stał się palący wraz z rewoltą 1968 roku, która właśnie poprzez swoją teatralność uświadamia kruchość cywilizacji technicznej. We wszczętej wtedy dyskusji po raz pierwszy staje się widoczna przewaga intelektualna obozu konserwatywnego nad tkwiącą w roussoistycznych szablonach lewicą. Rzecznikami konserwatystów nie są już też skruszeni ideolodzy klęski. Dokonała się decydująca zmiana ekipy.
Wejście naukowców
Zgodnie z utartymi kiczowatymi wyobrażeniami, które swe źródła mają w nieco przestarzałym młodzieńczym niepokoju początku wieku, nierozerwalnie 'związany’ z tym, co irracjonalne, konserwatysta stoi w opozycji do lewaka, będącego sojusznikiem racjonalnej, ale 'martwej’ nauki. Anarchorewolta lat 60. sprowokowała także w tym wypadku osobliwe odwrócenie frontów. Na lewicy, zachowującej się coraz bardziej 'po derwiszowsku’, powoływanie się na rozum jest właściwie ostatnim śladem tego, co pozostało po rozumie. Natomiast w imieniu konserwatystów przemawiają w tym czasie rzeczowi naukowcy, jak Arnold Gehlen i Ernst Forsthoff, którzy na namiętny utopizm w rozbrajający sposób odpowiadają chłodnymi (i czasem trochę cynicznymi) analizami.
To wkroczenie naukowców do obozu konserwatywnego jest bez wątpienia najważniejszym i najbardziej brzemiennym w skutki ze wszystkich trzech procesów, które przekształcały i wciąż przekształcają konserwatyzm niemiecki. Proces ten dokonuje się falami. Jedną z pierwszych stanowiło zapewne dokonujące się z oddalenia oddziaływanie znawcy prawa państwowego Carla Schmitta, który od 1945 roku z własnego wyboru żyje w samotności w południowej Westfalii (Sauerland). Swoimi pismami niezauważenie ukształtował szczególną grupę uczniów – od Forsthoffa po publicystów politycznych Rüdigera Altmanna i Johannesa Grossa, których łączą nie tyle określone treści, co szczególny sposób ujmowania ludzkich spraw.
Najbardziej widoczny napływ nadszedł jak dotąd z dziedziny socjologii, która niesłusznie uchodzi za naukę 'lewicową’. Właściwym antenatem wpływu socjologów na dzisiejszy konserwatyzm niemiecki jest ze swoją ’Theorie des gegenwärtigen Zeitalters’ (1955) zmarły w 1969 roku Hans Freyer – jeden z niewielu weteranów 'rewolucji konserwatywnej’ okresu międzywojennego, który nie wyrzekł się jej po 1945 roku. Zalicza się tutaj również Arnold Gehlen, filozof, antropolog i socjolog, faktyczny przywódca szkoły nowoczesnego konserwatyzmu doby obecnej. W kulminacyjnym punkcie rewolucji kulturalnej, mając 65 lat, pozwolił on sobie na napisanie swojej pierwszej czysto politycznej książki (Moral und Hypermoral, 1969) – stała się ona, mimo że nie jest 'łatwo’ przystępna, najbardziej błyskotliwym i zarazem najbardziej podstępnym tekstem, który wydał konserwatyzm niemiecki po 1945 roku. W ogóle socjologowie ci obalają jeszcze inny stereotyp na temat ich nauki, mianowicie ten, jakoby produkowała ona niestrawną literaturę. Demonstruje to także obszerne polityczne dzieło socjologa Helmuta Schoecka, kultywujące nieomal anglosaski rodzaj opanowanego humoru; osiąga on swój szczyt w ’Der Neid. Eine Theorie der Gesellschaft’ (1966), teorii społecznej nowego rodzaju, która utopijne modele społeczne rozbija jak bańki mydlane o twarde krawędzie faktów.
Anima naturaliter conservativa
Sam Schoeck określa się zresztą mianem liberała. Czyżbyśmy niesłusznie zaanektowali go dla obozu konserwatywnego? Jest cała grupa uczonych, którzy zgodnie z własnymi oświadczeniami, nie są konserwatystami, ale którzy wraz ze swoją nauką dostarczają argumentów dzisiejszym konserwatystom. Odnosi się to przede wszystkim do następnej 'fali’ naukowców, którzy odegrali znaczącą rolę przy zmianie struktury konserwatyzmu niemieckiego – mianowicie do etologów. Jak wiadomo żaden z dzisiejszych wielkich etologów nie, przyznawał się do konserwatyzmu; wręcz z naciskiem odcinają się oni od takich zaszeregowań. To jednak nie zmienia faktu, że uzyskane przez nich wyniki badań okazały się w ostatnich latach najskuteczniejszym motorem przemian konserwatyzmu.
O co chodzi w tych przemianach? Konserwatyzm niemiecki pierwszych lat powojennych był konserwatyzmem wysoce 'udomowionym’, który zupełnie już nie pojmował rzeczywistości i był całkowicie apolityczny; w gruncie rzeczy nie był niczym innym jak garścią nostalgii. Łączność z czasem przed Trzecią Rzeszą, kiedy to konserwatyzm po raz ostatni był w rozkwicie, została bezwzględnie przerwana, a skonstruowanie mostów wiodących z powrotem okazało się prawie niemożliwe. Skoro jednak tradycja konserwatyzmu była przerwana – to czy nie należało znaleźć bezpośredniej drogi, aby dotrzeć do intuicji osiągniętych już raz w połowie lat 20.? Innymi słowy: Czy konserwatyzm nie był niczym innym niż zwykłą tradycją nauczania? Czy nie ma czegoś takiego jak anima naturaliter conservativa, na którą natkniemy się z pominięciem okrężnych dróg historii, gdy bez uprzedzeń obserwujemy i badamy człowieka i stworzone przez niego twory?
A to jest właśnie to, co owa 'realistyczna’ szkoła naukowa zrobiła dla dzisiejszego konserwatyzmu – owa szkoła, która nie nakłada na rzeczywistość żadnych abstrakcji, lecz już do swych podstaw metodologicznych włącza 'niepodzielność’, kompleksowość rzeczywistości. Chodzi więc o szkołę, która – wyrażając za pomocą nazwisk – pochodzi od Vica i Pareta, od Georgesa Sorela i Maxa Webera, i która położyła kres 'idealistycznej dezorganizacji’ (Sorel dixit). To, czego nie mógł osiągnąć sam demontaż 'rozrachunku z przeszłością’ i z czym naturalnie nie poradził sobie, utknąwszy w głębi niemieckiej zadumy, tego dokonuje teraz nieoczekiwana i zadziwiająca odsiecz, z którą przyszła nauka. Bez eklektyzmu, niejako z empirii, pomaga ona konserwatyzmowi niemieckiemu w odzyskaniu podwalin myśli, które odrzucone zostały w szoku katastrofy i dopomaga w podejmowaniu kroków w nowych kierunkach.
